Stéphane Antiga: Ludzie często nie rozumieli moich decyzji [WYWIAD]
Wilfredo Leon to mistrz, który nie zachowuje się jak gwiazda – mówi w dużej rozmowie z Siatkarskimi Ligami Stéphane Antiga, trener BOGDANKI LUK Lublin, która w tym sezonie ciągle jest bardzo mocna. Francuz, który w pierwszym roku trenerskiej pracy sięgnął z Polakami w Spodku po mistrzostwo świata, a później doprowadził zawodniczki DevelopResu do upragnionego mistrzostwa Polski, opowiada o „graniu w matematykę" z kilkuletnim synem, córce, która może pójść w jego ślady i fascynacji Rogerem Federerem, a teraz Carlosem Alcarazem. Antiga wspomina czasy, gdy pracował w klubie z Warszawy i tłumaczy, jak odkrył talent Antoine'a Brizarda. Mówi, kto pomógł mu zrozumieć kobiety i wyjaśnia, jak różni się wpływ trenera na zespół w żeńskiej i męskiej siatkówce. Odnosi się też do trudnej sytuacji, której doświadczył we Włoszech.
Całą rozmowę ze Stéphanem Antigą przeczytasz na stronie SiatkarskieLigi.pl
JAKUB RADOMSKI: Od tego sezonu prowadzi pan BOGDANKĘ LUK Lublin, a mnie ciekawi, kiedy pierwszy raz zetknął się pan w ogóle z Wilfredo Leonem.
STÉPHANE ANTIGA: Nie pamiętam, żebyśmy jako zawodnicy grali przeciwko sobie. Kiedy już prowadziłem reprezentację Polski, miałem rozmowy z działaczami. Wiedziałem, że Wilfredo chce grać dla Polski i zaczęliśmy robić wszystko, żeby to było możliwe. Kibicowałem mu w tym, wiedziałem, jak to dla niego ważne, ale to musiało potrwać. Gdy zadebiutował w polskiej kadrze, zespół prowadził już inny trener, ale bardzo się cieszę, że spotkaliśmy się w klubie z Lublina.
Jaki to człowiek? I siatkarz?
Najprostsza definicja Wilfredo Leona brzmi: „Jest mistrzem, który nie zachowuje się jak gwiazda". To bardzo ważne i wcale nie takie oczywiste. Wszyscy wiedzą, że Leon to największa gwiazda mojego zespołu, ale jego sposób bycia sprawia, że on prywatnie szanuje każdego, a jednocześnie jest bardzo szanowany przez innych.
Gdy w grudniu 2018 roku do ONICO dołączył Barosz Kurek, miałem wrażenie, że w Warszawie wybuchł boom na siatkówkę. Ponad cztery lata wcześniej, gdy prowadził pan kadrę, zrezygnował pan z Kurka przed mistrzostwami świata w Polsce. On mocno to przeżywał. Dziś, po czasie, mówi, że miał pan argumenty, by podjąć taką decyzję. Jak wtedy, gdy dołączył do ONICO, wyglądały wasze relacje?
Długo ze sobą rozmawialiśmy. To było kilka miesięcy po tym, jak Polska w 2018 roku ponownie sięgnęła po mistrzostwo świata, a Bartek, którego zabrakło cztery lata wcześniej, teraz grał fantastycznie i zasłużenie został MVP całego turnieju. Myślę, że to niesamowita ludzka historia.
Nie było mi łatwo podjąć tamtą decyzję w 2014 roku i wiem, że dla niego było to bardzo bolesne. Ale czasami takie doświadczenie pomaga sportowcowi odbudować się, coś w sobie zmienić i grać jeszcze lepiej.
W 2018 roku Kurek trafił do ONICO po tym, jak w straszne problemy popadła mająca gwiazdy w składzie Stocznia Szczecin. Pamiętam dobrze ten czas, rzeczywiście kibice zaczęli jeszcze bardziej tłumnie przychodzić na Torwar, na nasze mecze. Bartek grał u nas jakieś trzy miesiące. Prezentował się bardzo dobrze na boisku, a w szatni był liderem, dającym przykład. Szkoda że w pewnym momencie doznał poważnej kontuzji pleców.
Powrót do listy
