Artur Szalpuk: Skupiamy się na rzeczach, które musimy wykonać, a nie na przeciwnościach
Dla Artura Szalpuka mistrzostwa świata na Filipinach są drugimi w karierze, po siedmiu latach przerwy. Były przyjmujący PGE Projektu Warszawa, a od nowego sezonu Asseco Resovii, ma już na swoim koncie tytuł mistrza świata wywalczony na MŚ w 2018 r. i teraz liczy na podobny sukces. Na turnieju na Filipinach może liczyć na wsparcie swoich bliskich z trybun.
- Jestem zadowolony, że miałem okazję na chwilę zagrać w meczu z Rumunią, a przede wszystkim z tego, że cała drużyna grała dobrze i wygrała. Humory w zespole są dobre. Wiemy, że to jest dopiero pierwszy krok z wielu, które chcemy wykonać na tym turnieju. Nie było za dużo czasu, żeby po tym meczu rozmyślać, bo poszliśmy szybko spać, a w niedzielę rano mieliśmy już siłownię – powiedział na niedzielnym spotkaniu z mediami Artur Szalpuk, który już od soboty mógł liczyć na trybunach wsparcie wyjątkowych kibiców.

- Była moja dziewczyna Ola, ale ogólnie miałem trzech specjalnych kibiców, bo razem z Olą przyleciały też moja mama i siostra. Wylądowały w sobotę w Manili około godz. 18ej i spóźniły się na mecz, ale pojawiły się w trakcie spotkania. Mamy więc jako reprezentacja dodatkowych trzech kibiców, a ja mam też wsparcie bliskich, którzy zostaną do końca turnieju – dodał Szalpuk, który w rozmowie z mediami nie chciał narzekać na niedociągnięcia organizacyjne, czy chociażby gorsze od kilku dni jedzenie w hotelu.
- Może na początku zostaliśmy rozpieszczeni. Pewnie jakieś organizacyjne niedociągnięcia są, ale my skupiamy się na innych rzeczach, które musimy wykonać, a nie na jakichś przeciwnościach – stwierdził Szalpuk.
Jakie są jego wrażenia z pobytu na Filipinach?
- Ogólnie lubię odwiedzać nowe miejsca. Myślę, że kiedyś przylecę na Filipiny i pozwiedzam wyspy. Natomiast samo miasto Manila nie robi na mnie jakieś wielkiego wrażenia. Wiadomo, że jest tutaj teraz pora deszczowa i cały czas jest szaro, chyba też przez ten smog. Miałem to szczęście, że byłem w wielu krajach dzięki siatkówce i mogłem nie tyle zwiedzać, ale zobaczyć coś więcej, chociażby z perspektywy autobusu. Nie chcę tutaj nikogo urazić, ale Manila pod tym względem nie porywa. To nie jest takie miasto, że można sobie wyjść na godzinny spacer i powiedzieć, że fajnie było – opisuje Szalpuk.
Jak Artur Szalpuk, który mieszka w jednym pokoju z Bartoszem Kurkiem, spędza wolny czas i czy nie doskwiera mu rutyna?
- Ja akurat rutynę lubię, bo zawsze ma się rytm dobowy i wyznaczone godziny, w których wiadomo co się robi. Czasami w zależności od godziny meczów, czy treningów, to jest trochę zaburzone, ale jak mamy więcej czasu wolnego, to dużo odpoczywamy i dobrze sobie radzimy. W tej rutynie jest bardzo dużo spania, a poza tym wychodzimy na kawę, rozwiązujemy krzyżówki w pokoju, no i jeszcze otwieramy karty kolekcjonerskie, jak uda nam się gdzieś je zdobyć. Czasami oglądamy też inne mecze na mistrzostwach albo seriale. Książki też mam ze sobą, bo lubię czytać – mówi Szalpuk, który zachwalał współlokatora z pokoju.
- Myślę, że to nie jest żadne zaskoczenie, bo Bartek to przecież super zawodnik, ale też super człowiek, więc wszystko jest w porządku. Ja mu też nie przeszkadzam w pokoju, zresztą mało rzeczy mu przeszkadza w spaniu, więc chyba trzeba zburzyć tą legendę sprzed lat, że w pokoju z Bartkiem obowiązuje największa cisza. Jeśli tak faktycznie było, to trzeba to zwalić na „Pita” [Piotra Nowakowskiego – przyp. red.], którego oczywiście pozdrawiam – żartował Szalpuk, który ocenił również pierwsze mecze turnieju, a w tych niespodzianek nie brakowało.
- Jestem bardzo zaskoczony przede wszystkim porażkami Japonii i Kuby, bo w tych grupach tak naprawdę ta jedna porażka może cię potem wyeliminować z turnieju. Mam takie odczucie, że o ile np. w piłce nożnej takie niespodzianki na tego turniejach się zdarzały, to w siatkówce zwykle się nie pojawiają. Raczej spodziewałem się więc łatwych zwycięstw faworytów – zakończył Szalpuk.

