Tommi Tiilikainen: Kiedy przegrywasz mecz, nie marnuj lekcji, jaką on dla ciebie był [WYWIAD]
Gdy pytam go o siatkówkę, cytuje Jima Carreya. Tommi Tiilikainen robił wiele, by móc dalej grać, ale przez ból musiał odpuścić. Pracował w przedszkolu i... klubie nocnym. W końcu wrócił do siatkówki i został trenerem. Jako 27-letni szkoleniowiec fińskiego klubu pokonał ZAKSĘ, a teraz ma poprowadzić do upragnionego złota PlusLigi PGE Projekt Warszawa. Kto jak nie on, skoro w wieku 38 lat ma już na koncie sześć mistrzostw kraju? Poznaj człowieka, który marzy o oglądaniu z bliska rugbystów z Nowej Zelandii, a w przyszłości chciałby mieć duży wpływ na zmienianie siatkówki.
Cała rozmowa na SiatkarskieLigi.pl
Był listopad 2014 roku, ty miałeś 27 lat, gdy twój klub trafił na ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle w 1/16 finału Pucharu CEV. To była ZAKSA prowadzona przez Sebastiana Świderskiego, z Pawłem Zatorskim, Kayem van Dijkiem czy Nimirem Abdel-Azizem, który wtedy jeszcze był rozgrywającym. W Polsce przegraliście 1:3, ale u siebie wygraliście po tie-breaku, co było sporym zaskoczeniem.
W Finlandii mieliśmy swoją markę, byliśmy wtedy wicemistrzem kraju, a później dwa razy sięgaliśmy po tytuł, ale nie potrafiliśmy przebić się w Europie. Ogrywaliśmy w pucharach drużyny z Francji, ale przeciwko tym najlepszym zawsze czegoś brakowało. Z ZAKSĄ było podobnie, w tamtym meczu u siebie mogliśmy nawet powalczyć o awans, jednego seta przegraliśmy na przewagi. Czułem, że jesteśmy blisko. Nie wyszło, ale tamta rywalizacja na pewno spowodowała, że trochę osób w Europie usłyszało o mojej drużynie.
W klubie z Nagoyi przez rok, w sezonie 2020/2021, byłeś trenerem Bartosza Kurka. Jest jakaś jedna historia, która twoim zdaniem najlepiej oddaje jego osobowość?
Jednej ci nie opowiem, ale kilka razy powtarzał się podobny scenariusz. Gramy wyrównany mecz, z bardzo silnym rywalem. Spotkanie jest totalnie na styku. Piąty set, Bartosz gra fantastycznie, ale ostatecznie przegrywamy, powiedzmy, 13:15 w tie-breaku. Kurek po meczu jest niezadowolony. Kręci głową, ciągle powtarza: „Muszę być lepszy. Powinienem był skończyć przynajmniej jedną piłkę więcej".
Wielu gości miałoby podejście na zasadzie: „Ja byłem dobry, to inni zagrali gorzej", ale on nigdy nie zachowywał się w ten sposób. Zwłaszcza kiedy przegrywaliśmy, nigdy nie był z siebie w pełni usatysfakcjonowany. Miałem wrażenie, że w jego głowie wielkie poczucie odpowiedzialności łączyło się z perfekcjonizmem. Taki właśnie jest dla mnie Bartosz Kurek.
Zaczęliście ligę świetnie. Później przyszła porażka u siebie 0:3 z Asseco Resovią, która też ma wielki potencjał oraz ambicje. Nikt raczej nie mówił o wielkiej niespodziance, ale tak można było już nazwać przegraną również 0:3 z Barkomem Każany Lwów w Elblągu. Słowo „kryzys" byłoby zbyt duże?
To brzmi trochę dramatycznie, ale wiem, że dziennikarze muszą mieć dobre nagłówki (śmiech). Ja nie lubię używać tego słowa. Można mieć kryzys w życiu, ale w siatkówce?
W Elblągu nasz przeciwnik zagrał bardzo dobry mecz. Pokonali nas elementami siatkarskimi, ale to było spotkanie, w którym mieliśmy swoje szanse. Przecież w pierwszym secie było 23:21 dla nas. Gdybyśmy to dociągnęli, byłoby 1:0 dla Projektu i historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Ale nie daliśmy rady, a Barkom poczuł się na boisku dobrze. Byli nakręceni, a my nie mieliśmy najlepszego dnia. W takich sytuacjach trzeba po prostu skupić się na kolejnym spotkaniu. My tak zrobiliśmy. Po porażce oczywiście nikt nie czuł się dobrze, ale ta grupa ludzi potrafi radzić sobie w takich okolicznościach. I w kolejnym spotkaniu wygraliśmy u siebie z Energą Treflem Gdańsk.
Jest takie zdanie, które bardzo lubię: „Kiedy przegrywasz mecz, nie marnuj lekcji, jaką on dla ciebie był".
Rozmawiał: Jakub Radomski
Autor jest dziennikarzem serwisu Weszlo.com.
Powrót do listy


