Przegrane końcówki pogrzebały nadzieje Norwida. PGE GiEK Skra wygrywa w Częstochowie w trzech setach
Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa uległa we własnej hali PGE GiEK Skrze Bełchatów 0:3. Gospodarze nie wykorzystali okazji w końcówkach pierwszych dwóch partii i stracili tym samym szanse na sportowe utrzymanie w PlusLidze.
Goście przystępowali do spotkania bez Michała Szalachy, trener Krzysztof Stelmach nie mógł też skorzystać z Arkadiusza Żakiety i Kamila Szymury, choć oni pojawili się w składzie meczowym. Ponadto dopiero po rozgrzewce zielone światło do gry dostał atakujący Alan Souza, tym samym Bartłomiej Lemański mógł wrócić na nominalną pozycję.
W meczu o życie Częstochowianie rzucili wszystkie siły i wyłącznie detale decydowały, że to nie oni wygrali dwie pierwsze partie. W premierowej odsłonie obronili najpierw cztery piłki setowe (w tym dwa asy Patrika Indry od stanu 22:24), a później sami nie wykorzystali trzech. Kolejne znów mieli Bełchatowianie i w końcu przy wyniku 31:30 zablokowali Milada Ebadipoura.
Irańczyk był zresztą antybohaterem także kolejnej końcówki. Tym razem to Steam Hemarpol Politechnika miała karty po swojej stronie, bo prowadziła 22:19 czy 23:21. Od tego momentu goście wygrali jednak trzy akcje, ale dwa kolejne setbole dla PGE GiEK Skry bronił niezawodny Indra. Norwid mógł wrócić na prowadzenia przy stanie 25:25, ale Ebadipour został zablokowany, w kolejnej akcji doszło do powtórki i Bełchatowianie prowadzili już 2:0.
W secie ostatniej szansy gospodarze starali się dotrzymać kroku Skrze i choć stracili 3 punkty z rzędu od stanu 6:6, to zaraz wyrównali na 10:10. Kolejna seria Bełchatowian, tym razem czteropunktowa, sprawiła jednak, że goście mogli kontrolować bezpieczną przewagę, która po będzie w ataku Ebadipoura urosła do wyniku 21:15. Zespół Ljubomira Travicy nie złożył jednak broni i raz jeszcze rzucił się do pościgu. Zmniejszył straty najpierw do trzech, a następnie do dwóch punktów. Gdy wydawało się już, że zryw w końcówce może przynieść powodzenie, Częstochowianie zakończyli długą wymianę błędem dotknięcia siatki i zamiast 22:23 zrobiło się 21:24. Los Norwida przypieczętował asem Alan Souza. MVP został wybrany natomiast 22-letni Mateusz Nowak, który pod nieobecność Szalachy rozegrał całe spotkanie, skończył 7 z 8 ataków i dołożył dwa asy.

