Marcin Komenda: Gest kolegów po moich blokach? To jest granat
Na turnieju Ligi Narodów w Gliwicach polscy siatkarze kontynuują zwycięską passę i po serii tie-breaków bardzo pewnie pokonali reprezentację Niemiec. – Marzyliśmy o tym, żeby nie było tego kolejnego tie-breaka – mówi rozgrywający Biało-Czerwonych, Marcin Komenda, który w tym spotkaniu miał na swoim koncie aż 3 punktowe bloki.
PLUSLIGA.PL: Mecz z Niemcami, w którym dominowaliście w bloku i w zagrywce, był waszym najlepszym jak do tej pory w Lidze Narodów?
Marcin Komenda (rozgrywający BOGDANKI LUK Lublin i reprezentacji Polski): Tak. Myślę, że szczególnie od drugiego seta graliśmy świetną siatkówkę. Niemcy nie mogli nam dorównać, nie mieli punktu zaczepienia w zagrywce, w bloku, czy w ataku. W tych elementach byliśmy na pewno lepsi od nich. Szkoda kolejny raz tego pierwszego seta, bo trener nas przestrzegał przed tym, żebyśmy uważali, ponieważ co wychodzimy na boisko, oprócz meczu z Kubą, to pierwsze sety przegrywamy. Próbowaliśmy to przełamać, ale też trzeba oddać Niemcom, że w ataku przede wszystkim na wysokiej piłce byli fenomenalni. Ciężko ich było „dotknąć”, bo my też graliśmy nieźle tego pierwszego seta, ale Niemcy delikatnie lepiej. Całe szczęście, że mamy trzy punkty, bo o tym marzyliśmy, żeby nie było tego kolejnego tie-breaka.
PLUSLIGA.PL: Imponował pan w tym meczu punktowymi blokami, a koledzy z zespołu mieli specjalną „cieszynkę” jako reakcję na pana bloki. Co ma oznaczać ten gest?
To jest tak zwany granat. Śmiejemy się z chłopakami, że już w tamtym sezonie właśnie po blokach machałem ręką i wyglądało to tak, jakbym rzucał granatem. Teraz ustaliliśmy przed meczem, że jeżeli ten blok z mojej strony będzie, to robię „cieszynkę” do kwadratu rezerwowych i oni zatykają uszy, tak jakby granat miał oddać ten swój odgłos. No i tak było.
PLUSLIGA.PL: Miał pan od razu wymagający powrót do gry w reprezentacji po sezonie klubowym, zwłaszcza, że urazu doznał Jan Firlej. To jest tak, że nawet doświadczony i utytułowany rozgrywający po przerwie nie będzie od razu grał na wysokim poziomie i miał takie czucie tej piłki jak przed przerwą? Nikt nie jest robotem i wszystko wymaga czasu?
Chciałoby się, żeby wszystko od samego początku funkcjonowało, ale faktycznie, nie jesteśmy robotami i zawsze trzeba troszkę tych meczów, tego rytmu, żeby wrócić na odpowiednie tory. Przede wszystkim potrzeba zgrania, którego nie ma zawsze od początku rozgrywek, tylko potrzeba trochę czasu, żeby się zaadoptować do danej sytuacji. Myślę, że z meczu na mecz wygląda to coraz lepiej. Oczywiście bardzo szkoda kontuzji Janka Firleja, ale ja się też nastawiałem na to, że być może będzie taka konieczność, że na turnieju w Gliwicach zagram cztery spotkania i byłem na to gotowy. Janek zagrał cztery mecze w Chinach, no ja prawdopodobnie zagram powiedzmy 3,5 meczu i zrobię wszystko, żeby to wyglądało w kolejnym spotkaniu jeszcze lepiej. Potrzebuję tego rytmu, potrzebuję tego, żeby każdy set rozwijał tą drużynę.
PLUSLIGA.PL: Czy w tym sezonie już trochę inaczej podchodzi pan do komentarzy na temat swojej gry w reprezentacji? Doświadczenie z ubiegłego roku uodporniło pana i to nie jest ten sam poziom stresu?
Ja się na pewno nie przejmuję i nie stresuję się jakoś za bardzo. Podchodzę do meczu w reprezentacji tak samo jak do meczu ligowego, tak samo jak do każdego innego spotkania, czy to nawet towarzyskich meczów, bo tyle już się spotkań w życiu zagrało, że odporność na te emocje jest na pewno na wyższym poziomie i pod tym względem myślę, że jest dobrze. No ale czasem, jakieś tam aspekty techniczne czy dyspozycja w danym momencie, też odgrywają rolę. Najważniejsze, że jako zespół idziemy do przodu.

PLUSLIGA.PL: Do pracy z trenerem Nikolą Grbiciem, który ma zwykle bardzo dużo uwag indywidualnych do rozgrywających, też się już pan przyzwyczaił?
Trener na pewno ma swoją filozofię i sam był rozgrywającym, dlatego rozgrywającym stara się dużo pomagać. No i trzeba po prostu robić swoje; trzeba robić tak, żeby nasza drużyna jak najlepiej funkcjonowała.
PLUSLIGA.PL: Poziom tegorocznej Ligi Narodów jest bardzo wyrównany. Kilka zespołów występuje w mocniejszych składach niż w zeszłym sezonie. Powroty do składu reprezentacji Polski najbardziej doświadczonych zawodników, jak Wilfredo Leon, też świadczą o tym, że to jest ten moment, w którym zwycięstwa są bardzo potrzebne do awansu do turnieju w Ningbo?
Faktycznie niesamowicie wyrównany jest ten sezon Ligi Narodów. Myślę, że potwierdza się też to, że nie ma już w tej stawce słabych drużyn. Kiedyś było tak, że grało się z jakimś słabszym przeciwnikiem i można było założyć, że będzie wygrana za trzy punkty. Teraz ja nie widzę zespołu, z którym można sobie to przed meczem założyć. Na każdy zespół trzeba być w pełni skoncentrowanym, no i trzeba te mecze wygrywać. Co do chłopaków, którzy wracają u nas do składu, to ja myślę, że to już wcześniej było zaplanowane i dotychczasowe wyniki nie miały na to wpływu. Trener tak to sobie, wydaje mi się, zaplanował, ale fajnie, że ci, którzy teraz dołączyli, na pewno dodali też takiej energii, która jest nam potrzebna.
PLUSLIGA.PL: Jako fan piłki nożnej pewnie z ciekawością śledzi pan wyniki piłkarskiego mundialu. Czy wciąż największy sentyment ma pan do Portugalii?
Tak, ale jeżeli Portugalia nie zajdzie zbyt daleko, to trzymam też kciuki za Francję.


