Jurij Gladyr: Zagraliśmy bardzo dobrą siatkówkę
Aluron CMC Warta Zawiercie wraca do Polski z Civitanovy z dużą zaliczką przed rewanżowym ćwierćfinałem Ligi Mistrzów. Jurajscy Rycerze po kapitalnym spotkaniu we Włoszech wygrali 3:0 i w rewanżu wystarczą im dwa wygrane sety, by awansować do Final Four. Jurij Gladyr, zdobywca 6 punktów zapowiedział, że w drugim meczu kluczowe będzie niezapraszanie wicemistrzów Włoch do gry.
Poczynając od pierwszych piłek widać było w waszych szeregach olbrzymią koncentrację - pełną moc w tym aspekcie, ale także w polu serwisowym. Aż do końcówki trzeciego seta nie daliście się wytrącić z równowagi, prawda?
To dobrze powiedziane. Nie muszę nic dodawać. Zagraliśmy dobry mecz. Fakt - mamy zaliczkę, ale niewiele to jeszcze znaczy w kontekście całej rywalizacji. Rywale również mogą przyjechać do nas i zagrać dobre spotkanie. Było widać, że mimo gry u siebie kompletnie nie siedziała im zagrywka. To zespół, który potrafi bardzo mocno "kopnąć" zza linii 9. metra. My zza niej zagraliśmy bardzo dobrze zespołowo. Uważam, że zasłużenie zwyciężyliśmy. Był moment w trzecim secie, w którym sami prosiliśmy się o kłopoty, prowadząc czterema punktami. Wszystko było pewne, ale zaczęliśmy popełniać pojedyncze głupie błędy. Gospodarze tym wrócili do gry. Na całe szczęście końcówka padła naszym łupem i potwierdziła, że tego wieczoru byliśmy lepszym zespołem.
Tak jak powiedziałeś - Cucine Lube Civitanova słynie ze swojej dobrej zagrywki. Czy jednak spodziewałeś się, że rywalom na przestrzeni całego spotkania nie będzie siedzieć zagrywka i to my go zbijemy naszym wyśmienitym serwisem?
Nikt się tego nie spodziewał. Przed meczem mamy swoje założenia. Wiemy, jak oni grają, jak strzelają serwisem, ale może być różnie z tym, co pokaże mecz. Bardzo cieszymy się z tego, że utrzymaliśmy koncentrację i z tego, że zagrywka nam leżała, a gospodarzom nie. Nie będziemy się skupiać na ich problemach. Po prostu graliśmy bardzo dobrą siatkówkę. Dzięki Miguelowi, który rozdawał bardzo dobre piłki, nasza gra wyglądała bardzo solidnie.
Trzy punktowe bloki chyba nie do końca odzwierciedlają presję, którą wywarliście na wicemistrzach Włoch właśnie tym elementem. Mattia Bottolo czy Aleksandar Nikołow mieli lepsze momenty, ale również w przekroju całej rywalizacji gospodarze nie radzili sobie dobrze w ataku.
Wydaje mi się, że nie ma sensu patrzenie w tabelę punktowych bloków. Po prostu wykonaliśmy swoją robotę, począwszy od serwisu, ustawiając bardzo dobry, szczelny i podwójny blok, a rywal, próbując go ominąć mylił się lub wybranialiśmy bądź wyblokowywaliśmy go. Wykonaliśmy swoje zadanie w elemencie blok-obrona bardzo dobrze. Wszystko zaczynało się od zagrywki. Nie ma znaczenia, ile jest punktowych bloków. Liczy się to, jak on funkcjonuje, a funkcjonował bardzo dobrze. Zrealizowaliśmy swoje założenie, które mieliśmy przed meczem. Drugi mecz może być zupełnie inny, bo rywale mogą coś podpatrzeć czy odmienić. Tym się jednak teraz nie przejmujmy, bo za niedługo czeka nas pierwszy ćwierćfinałowy mecz w fazie play-off PlusLigi.
Powiedziałeś, że sami prosiliście się o problemy w końcówce trzeciego seta. Wygrywaliście 18:14 i 20:17, ale mecz zakończył się po emocjonującej grze na przewagi. Kluczem w kontekście rewanżowego spotkania będzie niezaproszenie rywala do gry?
Nie warto zapraszać rywala do gry. To młody zespół, który może poczuć krew i docisnąć, co też zrobił w końcówce trzeciego seta. Wytrzymaliśmy znowu presję. Chłopaki bardzo dobrze poradzili sobie w przyjęciu, przyjmując bardzo trudne zagrywki. Na całe szczęście domknęliśmy ten mecz. Nikt nie był pewny i nie wie, co by się mogło stać, gdybyśmy przegrali tego seta. Nie myślimy o tym, bo wygraliśmy tę odsłonę i cieszymy się z tak pięknej zaliczki.
Rozmawiał Krzysztof Sarna, Biuro Prasowe Aluron CMC Warta Zawiercie
Powrót do listy

