Jak stoper Varsovii stał się atakującym PGE Projektu. Historia Bartosza Gomułki
Był środkowym obrońcą w klubie, który wychował Roberta Lewandowskiego, ale siatkówka wzięła górę. Dostał nagrodę przez... pomyłkę. Podczas pandemii trener wymyślił im „Kompanię Braci". W dwóch najważniejszych meczach mistrzostw Polski zdobył 74 punkty. W Legii trener pokazywał mu na wideo ataki Bartłomieja Bołądzia. W Krakowie został najlepszym zawodnikiem całej ligi. Kiedy Czarni Radom spadali z PlusLigi, to on, mimo 21 lat, najlepiej znosił granie pod presją. Dziś Bartosz Gomułka jest atakującym PGE Projektu Warszawa, z którym marzy o dużych rzeczach.
Cały artykuł na stronie SiatkarskieLigi.pl
Działacze PGE Projektu przed obecnym sezonem uznali, że Bartek nabrał już na tyle doświadczenia, że może wesprzeć zespół. Wiadomo było, że tym razem o miejsce w ataku będzie rywalizował z Niemcem Linusem Weberem, który w poprzednich rozgrywkach w pewnym momencie „wygryzł" z szóstki Bołądzia (ten ostatni odszedł do klubu z Zawiercia). - Trochę nie wiedziałem, co mnie czeka. Czułem jednak, że Linus jest w moim zasięgu. Że to nie jest tak, że on znajduje się na poziomie 20, a ja 10, tylko bardziej, że to jest takie 16:15. Wierzyłem, że mogę być na jego poziomie, a może nawet i wyżej – przekonuje 23-latek.
Trenerem Projektu został latem Fin Tommi Tiilikainen: 39-latek, który od 2017 roku spędził osiem lat, pracując w klubach z Japonii i Korei Południowej. Dla środowiska było to pewnym zaskoczeniem, podobnie jak to, co młody szkoleniowiec próbował zaszczepiać zawodnikom. Chciał siatkówki nowoczesnej, opartej na improwizowaniu na boisku, a nie wtłaczaniu graczy w schematy. W rozmowie z Siatkarskimi Ligami, opublikowanej w ubiegłym roku, Fin opisał siebie jako człowieka, który pragnie mieć wpływ na zmiany w tej dyscyplinie sportu. - Chcę być częścią siatkarskiej rewolucji – opowiadał mi Tiilikainen i tłumaczył, że kluczem stanie się w tej grze szybkość oraz umiejętne wykorzystanie szerokości siatki.
Jego planem było, żeby nie grać wysokich piłek. Wszystkie miały być szybkie. To miała być też taka trochę brudna siatkówka, z nabiciami, kiwkami, używaniem bloku przeciwnika. Dziś uważam, że gdyby trener Tiilikainen budował nasz zespół od początku, to mogłoby zadziałać. A tak niektórzy zawodnicy niekoniecznie pasowali do sposobu gry, który on wprowadzał – ocenia Gomułka.
Dobry przykład to Bartosz Bednorz – gdy wystawisz mu szybką piłkę, raczej skończy mniej akcji niż na dużej wysokości, kiedy może korzystać z zasięgu i siły ataku. Podobnie jest z Weberem. Nie jest też tajemnicą, że w wizji fińskiego szkoleniowca nie do końca odnajdywał się rozgrywający Jan Firlej. A Gomułka?
- Ja akurat czułem się w tym całkiem nieźle. Pewnie właśnie przez spryt, który nabyłem jako późno dojrzewający chłopiec, odnajduję się przy szybkich piłkach. Muszę jednak przyznać, że miałem spory przeskok po treningach w reprezentacji Polski, gdy zaczęły się zajęcia z Tiilikainenem. W kadrze trener Grbić chce, żeby w każdej akcji wszystko, do najmniejszego cala, było perfekcyjne. Dogranie, wystawa, atak. Atak ma być wysoki, po palcach, musi mieć kierunek. Dlatego początki w Projekcie, zwłaszcza dla tych, którzy przyjeżdżali po zgrupowaniach reprezentacji, nie były proste. Niektórzy byli w szoku - mówi mój rozmówca.
Choć Projekt od dłuższego czasu jest czołowym klubem w Polsce, to poza Pucharem Challenge, wywalczonym w 2024 roku, nie ma na koncie żadnego trofeum. Wydawało się, że na początku obecnego roku ma szansę sięgnąć po TAURON Puchar Polski, ale w półfinale przeciwko Asseco Resovii zespół Tiilikainena przegrał 0:3. Można było odnieść wrażenie, że w wielu akcjach, zwłaszcza tych kluczowych, zespół z Warszawy przesadzał właśnie z improwizacją. Zwariowana siatkówka kosztowała go sety, a w konsekwencji cały mecz.
26 stycznia 39-latek rozstał się z klubem. Tiilikainen miał sam złożyć rezygnację. W środowisku można usłyszeć, że do końca za bardzo trzymał się swojej wizji i nie za bardzo chciał ją modyfikować. Drużynę objął dotychczasowy asystent Fina, Kamil Nalepka. Dziś Projekt jest w grze o mistrzostwo Polski (drugie miejsce w tabeli) oraz występuje w Lidze Mistrzów: w dwumeczu, którego stawką jest ćwierćfinał rozgrywek, mierzy się z włoskim Itasem Trentino – potęgą, która jednak jest pozbawiona największej gwiazdy, Alessandro Michieletto. W meczu u siebie zespół z Warszawy przegrał 2:3, ale w rewanżu wszystko jest sprawą otwartą.
Powrót do listy

