Mecz na Torwarze pełny zwrotów akcji! PGE Projekt zaczyna rywalizację o brąz od zwycięstwa
Choć siatkarze z Warszawy przegrywali 0:1 i 1:2, a w drugim secie bronili piłek setowych, to ostatecznie pokonali Asseco Resovię Rzeszów 3:2 w pierwszym meczu o 3. miejsce PlusLigi. Łyżką dziegciu dla stołecznego klubu jest kontuzja Bartosza Bednorza, którego występ w kolejnych spotkaniach rywalizacji o brąz stoi pod znakiem zapytania.
Po zupełnie nieudanych półfinałach, w których nie ugrali nawet seta, Rzeszowianie wyszli na mecz żądni rehabilitacji. W wyjściowym składzie spotkanie rozpoczął Klemen Čebulj i to on rozpoczął od asa. Później dwa bloki z rzędu na gospodarzach zanotował Mateusz Poręba, kolejny dołożył Słoweniec, a po czasie w ataku pomylił się na dodatek Bartosz Bednorz i Asseco Resovia prowadziła 8:3. Ekipa z Warszawy miała duże problemy z przyjęciem, co przekładało się później na kłopoty na siatce. Jan Firlej nie mógł rozwinąć się, jeśli chodzi o rozegranie, postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce poprzez inne elementy. Punktowa zagrywka, a następnie dwie udane obrony, z których drugą wykorzystał Kévin Tillie i w efekcie PGE Projekt przegrywał, ale już tylko 11:12. Gdy na czteropunktową serię gości zespół ze stolicy odpowiedział tym samym, wydawało się, że kibiców na Torwarze czeka emocjonująca końcówka, ale nic bardziej mylnego. Pasy raz jeszcze wygrały cztery akcje z rzędu i tym razem nie oddały już przewagi do samego końca.
Gospodarze dużo lepiej rozpoczęli drugą partię, ale ich rywale nie potrzebowali wiele czasu, by odnaleźć rytm z premierowej odsłony. PGE Projekt dwupunktową przewagę utrzymał do stanu 7:5, ale gdy już Rzeszowianie wyrównali, to poszli za ciosem i wkrótce to oni prowadzili 10:8, a następnie 12:9 (trzeci już as Čebulja). Warszawianie wyrównali na 13:13, gdy zdaniem sędziów zagrywka Bartosza Gomułki przed wyjściem w aut otarła się o Karola Butryna, bo choć goście protestowali, to wideoweryfikacja nie pozwoliła na jednoznaczną ocenę. Od tego momentu trwała walka punkt za punkt, aż przy stanie 19:19 sprawdziło się stare powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. PGE Projekt mógł wyjść na prowadzenie po autowym ataku Butryna, gdyby nie to, że blokujący wpadli w siatkę, a że chwilę później skrót Marcina Janusza zaskoczył przyjmujących gospodarzy, to Asseco Resovia prowadziła dwoma punktami. Wydawało się, że ponownie w ostatnich akcjach utrzyma przewagę, ale tym razem przy piłce setowej Čebulj dwa razy został zatrzymany przez blok, przy drugim, znacznie mocniejszym ataku zabrakło już asekuracji, a to oznaczało grę na przewagi. A ta zdecydowanie "dowiozła" i obfitowała w imponujące akcje. Wojnę nerwów lepiej wytrzymali siatkarze ze stolicy. Błędna decyzja Janusza, który przepuścił piłkę wracającą po bloku na Szalpuku, a tak spadła na linię boczną, dała gospodarzom setbola, a w kolejnej akcji najpierw podbity został Butryn, następnie Szalpuk nadział się na wyblok, a kontrę, a tym samym również drugą partię skończył Tillie.
Niezwykle wyrównana walka rozgorzała na dobre, bo na dwupunktową przewagę którejkolwiek z drużyn trzeba było czekać aż do... piłki setowej. W kluczowym momencie gościom zabrakło precyzji przy wystawie piłek sytuacyjnych, bo najpierw Butryn wrzucił w siatkę Čebulja, a chwilę później sam pomylił się w ataku po tym, gdy Michał Potera dograł mu piłkę w okolice 4-5 metra. Asseco Resovię uratował jednak nos trenera - Massimo Botti wpuścił na podwyższenie bloku Jakuba Buckiego, a ten zatrzymał atak Bednorza i było 24:24. Chwilę później Bucki przydał się raz jeszcze, bo tym razem znalazł się w ataku po ratunkowej wystawie znad bandy, uderzył na tyle mocno, że goście mogli spokojnie wyasekurować piłkę, a przy ponowieniu skuteczny był Szalpuk. Przyjmujący reprezentacji Polski chwilę później jeszcze raz nie zmarnował okazji do punktu na kontrze, tym razem wybijając po bloku poza linię boczną i Rzeszowianie wrócili na prowadzenie w setach.
Choć PGE Projekt odskoczył przeciwnikom już na samym początku czwartej partii (4:1 po bardzo długiej wymianie zakończonej atakiem Karola Kłosa), to ci wkrótce doprowadzili do remisu. Kluczowym momentem okazała się seria zagrywek Gomułki w połowie seta. Atakujący gospodarzy ustrzelił kolejno Szalpuka i Poterę, zrobiło się 16:12, a w kolejnym ustawieniu Warszawianie dołożyli dwa kolejne break pointy i już do końca nie oddali wysokiego prowadzenia.
Niestety, już w pierwszej akcji tie-breaka groźnie wyglądającej kontuzji doznał Bednorz, który po wyskoku do bloku wylądował na stopie Szalpuka i opuścił boisko przy asyście kolegów, fizjoterapeutów i służb medycznych. Jego miejsce zajął Bartosz Firszt, a cała sytuacja nie podłamała gospodarzy, którzy dotrzymywali kroku rywalom, aż przy wyniku 5:5 Kochanowski zablokował na środku Danny'ego Demyanenkę. Chwilę później zatrzymany został też Bucki i to właśnie przez Firszta. W asekuracji zabrakło Szalpuka, którego złapały skurcze w obu nogach i też musiał zostać zmieniony. Wyrwany z kwadratu Yacine Louati przyjął serwis Tillie na drugą stronę, z czego skorzystał Kochanowski i to PGE Projekt zmieniał strony na trzypunktowym prowadzeniu. Gra Asseco Resovii kompletnie się rozsypała, jej siatkarze zaczęli popełniać coraz więcej błędów, więc przewaga rosła, a duży udział miał w tym Firszt. Dwie pierwsze piłki meczowe obronił jeszcze Bucki, zmuszając Kamila Nalepkę do wzięcia czasu, ale po nim Kłos uderzył ze środka pod linię boczną, nie dając rywalom szans na obronę. Statuetka MVP trafiła w ręce Kévina Tillie, który zdobył aż 24 punkty, czym aż o 5 pobił swój dotychczasowy rekord życiowy w PlusLidze.
PGE Projekt Warszawa - Asseco Resovia Rzeszów 3:2 (20:25, 29:27, 24:26, 25:19, 15:11)
Stan rywalizacji (do trzech zwycięstw): 1-0 dla PGE Projektu
Powrót do listy
