Klemen Čebulj: Mamy okazję grać o coś wielkiego i to jest cudowne
Asseco Resovia przełamała ponad siedmioletnią niemoc w meczach z JSW Jastrzębskim Węglem i awansowała na czwarte miejsce w tabeli. Po raz pierwszy smak zwycięstwa w meczach z Jastrzębianami poczuł słoweński przyjmujący Asseco Resovii - Klemen Čebulj, który w zespole z Rzeszowa występuje nieprzerwanie od sezonu 2020/2021. – Mieliśmy te porażki w głowach – przyznaje Słoweniec.
PLUSLIGA.PL: Od marca 2019 r. Asseco Resovia nie wygrała żadnego meczu z JSW Jastrzębskim Węglem. Chęć przełamania się z tym zespołem była pewnie nie do opisania?
Klemen Čebulj (słoweński przyjmujący Asseco Resovii): Oczywiście, że tak. Te porażki siedziały nam w głowach. Pamiętałem o tym, bo były sezony, gdzie byliśmy bardzo, bardzo blisko zwycięstwa, a jednak nie udało się wygrać z Jastrzębiem. To siedziało na pewno w głowie. Cieszę się, że w końcu wygraliśmy, bo to było dla nas ważne, też dla naszej sytuacji w tabeli, bo wciąż walczymy o jak najwyższe miejsce. Zwycięstwa z Jastrzębiem ma duże znaczenie dla naszej głowy, bo przed nami bardzo ważne mecze i najlepiej się do nich przygotować poprzez zwycięstwa.

PLUSLIGA.PL: W jakiej dyspozycji jest pan na ten moment? Początkiem roku w TAURON Pucharze Polski był pan czołowym graczem Asseco Resovii. Potem jednak stracił pan miejsce w szóstce. To była kwestia spadku formy, czy może problemów ze zdrowiem?
Ciężko to wytłumaczyć. Był taki moment po Pucharze Polski, kiedy mieliśmy dwa trudne mecze na wyjeździe z ZAKSĄ i z Lüneburgiem, gdzie nie udało nam się wygrać i miałem wtedy taką zniżkę formy. Potem był mecz w Rzeszowie z Lublinem, gdzie trener dość szybko mnie zmienił. „Nino” [Yacine Louati – przyp. red], który mnie zastąpił, zagrał dobre spotkanie, wygraliśmy i od tamtej pory straciłem miejsce w szóstce. Dopóki Artur Szalpuk i Yacine Louati grają dobrze, to nie ma potrzeby, żeby to zmieniać.
PLUSLIGA.PL: W takiej sytuacji trzeba swoje indywidualne ambicje odłożyć na bok i cierpliwie czekać na swoją szansę?
Tak, bo przecież jesteśmy drużyną. Może były jakieś mecze po drodze, w których teoretycznie mogłem się pojawić na boisku, ale to trener podejmuje decyzje i trzeba to uszanować.
Nie mogę patrzeć tylko na siebie. Jestem tutaj do dyspozycji zespołu, też jeśli byłaby potrzeba gry na innej pozycji, jak ostatnio na ataku. Jestem zawsze gotowy do gry.

PLUSLIGA.PL: Już w przyszłym tygodniu rozpocznie się faza play-off, w której będą rozgrywane najważniejsze mecze w PlusLidze. W środę czeka was z kolei pierwszy ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Ziraatem Bankkart Ankara. Poprzeczka będzie rosła cały czas w górę?
Wszyscy wiemy, że bardzo ważne mecze są przed nami. Oczywiście najpierw ten pierwszy w niedzielę z Suwałkami na koniec rundy zasadniczej, bo musimy wygrać to spotkanie. Potem od razu w środę czeka nas Liga Mistrzów i pierwszy mecz z Ziraatem, który zagramy u siebie. To jest bardzo ważne spotkanie, bo wiemy, jak jest potem trudno grać w Turcji. Wiemy jaka jest atmosfera na hali w Ankarze i jak to wszystko wygląda, bo graliśmy tam rok temu finał Pucharu CEV. Z kolei w Rzeszowie w tym pierwszym meczu na pewno będzie pełna hala i kibice będą nam bardzo pomagali w grze.

PLUSLIGA.PL: To będzie w pewnym sensie okazja do rewanżu za ubiegłoroczne porażki z Ziraatem w finałach Pucharu CEV? Dużo się mówi o tym, że Ziraat jest w tym sezonie jeszcze silniejszy. W zeszłym sezonie też nie brakowało tam jednak gwiazd, bo Matthew Anderson błyszczał w spotkaniach finałowych, a atakujący Wouter ter Maat grał na niesamowitej skuteczności. Czy w tym roku Ziraat jest w zasięgu Asseco Resovii?
Pewnie, że tak i najlepiej niech wszyscy wokół mówią, że mamy małe szanse i nie jesteśmy faworytem. Ja przez wiele lat grałem w reprezentacji Słowenii jako „underdog” i lubię tak grać. Jak sytuacja na boisku się zmienia i jest zaskoczenie, to wtedy pojawia się taka niesamowita energia. Czuje się od razu większą pewność siebie i po prostu fajnie jest tak grać. Wiemy, że w środę będzie pełna hala, na pewno świetna atmosfera i z tego się cieszymy. Jesteśmy tutaj też w wielkim klubie. Mamy okazję grać o coś wielkiego i to jest cudowne, że możemy grać przed takimi kibicami i o dużą stawkę, jaką jest awans do finałowego turnieju Ligi Mistrzów.
PLUSLIGA.PL: W przeszłości miał pan okazję grać w Final Four Ligi Mistrzów i wygrywać medale tych rozgrywek z zespołem Cucine Lube Civitanova. Przychodząc do Asseco Resovii pewnie też pan na to liczył, a to jest dopiero pierwszy raz, odkąd pan gra w Rzeszowie, że klub będzie walczył o awans do Final Four.
Uważam, że nasza drużyna jest zbudowana na takie sukcesy i na takie wielkie mecze. Wszyscy tego tutaj od nas oczekują i my sami od siebie też. To jest coś po co gramy i po co codziennie trenujemy. Potem cieszymy się razem jak wygrywamy, a spróbujemy coś zmieniać wtedy, jak nam nie wychodzi. Także na pewno przed nami duża okazja na sukces i będziemy robić wszystko, żeby tą szansę wykorzystać.
PLUSLIGA.PL: Zanim Asseco Resovia zmierzy się z Ziraatem to jeszcze w niedzielę podejmie Ślepsk Malow Suwałki na koniec fazy zasadniczej. Rywale mogą się już tylko cieszyć grą, bo ich sytuacja w tabeli już się nie zmieni. Takie mecze są przez to trudne?
Tak, bo rywale grają teraz bez żadnej presji, na zasadzie, że jak wygramy to super, a jak przegramy to koniec sezonu, także to dla nich będzie takie pożegnanie. Myślę, że będą grać o zwycięstwo, żeby pożegnać się z tym sezonem a niektórzy z klubem, jak najlepiej i oczywiście utrudnić nam zadanie. Musimy się szybko zregenerować i pozytywnie nastawić na niedzielny mecz.

PLUSLIGA.PL: Asseco Resovia jest gotowa na maraton meczów, który już się zaczął, a od fazy play-off wszystkie spotkania będą o dużą stawkę?
Przygotowanie fizyczne jest dobre, ale tutaj przede wszystkim liczy się głowa, bo trzeba mieć pozytywnie nastawienie i nie myśleć o tych obciążeniach grą jakoś negatywnie. To jest w końcu nasza praca i powinniśmy ją dobrze wykonywać. Każda praca jest na swój sposób trudna. My powinniśmy się cieszyć z tego, że gramy w siatkówkę i mamy taką możliwość, żeby cieszyć kibiców, którzy nas wspierają. Chcemy dać im to, na co czekają.
PLUSLIGA.PL: W hali na Podpromiu zwycięska passa Asseco Resovii trwa już od końca listopada. W PlusLidze i w Lidze Mistrzów wygraliście w Rzeszowie 11. meczów z rzędu. W końcu własna hala jest waszym atutem, z czym były problemy w ostatnich sezonach?
Tak. Oczywiście jestem bardzo zadowolony, że mam możliwość grać w Rzeszowie tyle lat, że kibice mnie wspierają, klub mnie wspiera, koledzy w szatni też. Cieszę się, że tutaj jestem i chciałbym, żebyśmy wygrywali jak najdłużej.


