Marcin Komenda: W mistrzostwach świata celujemy w duże rzeczy
W sporcie i w życiu zdarzają się upadki. Po tych ciężkich latach wychodzę z założenia, że nie jest ważne, ile razy upadasz, ważne, ile razy podnosisz się i wstajesz – mówi Marcin Komenda, mistrz Polski i rozgrywający reprezentacji Polski.
PLUSLIGA.PL: Marcin, dla ciebie rok 2025 jest najlepszym w karierze. Można powiedzieć, że to złoty rok!
Marcin Komenda, rozgrywający BOGDANKI LUK-u Lublin i reprezentacji Polski: Na pewno pod względem sportowym jest to rok wybitny. Naprawdę jestem dumny, że wszystko się tak poukładało, bo w przeszłości bywało różnie… Były sezony świetne, były i gorsze, ale fajnie, że udało się dotrzeć na ten poziom i czerpać z tego. Sukcesy klubowe, jakie osiągnęliśmy w Lublinie, czy też wygrana z reprezentacją w Lidze Narodów, to duże wydarzenia. Mam nadzieję, że zamkniemy ten rok klamrą w mistrzostwach świata.
Czy coś zwiastowało taki wspaniały rok? Spodziewałeś się aż takich sukcesów w klubie i reprezentacji?
Spodziewałem się, że może się wydarzyć coś fajnego, z czego będziemy dumni, ale że będą to trzy złote medale, to naprawdę nie przypuszczałem w najpiękniejszych snach. Dlatego tym bardziej to doceniam. Wierzyliśmy w Lublinie, że będziemy walczyć o medale we wszystkich rozgrywkach, wygraliśmy Challenge Cup i PlusLigę. Do tego doszło zwycięstwo w Lidze Narodów - nie dało się więcej. Nawet o tym nie śniłem, ale to wszystko pokazuje, że warto być wytrwałym, warto wierzyć w siebie i cieszyć się chwilą.

Powiedziałeś, że warto być wytrwałym. Twoja kariera to dla mnie przykład wytrwałości, wiary i osiąganie postępu krok po kroku. Są sportowcy, którzy osiągają sukcesy niemal od razu, ty wspinałeś się na szczyt powoli. W 2019 roku zdobyłeś z reprezentacją medale w Lidze Narodów i mistrzostwach Europy, po czym było kilka lat chudszych. Miałeś chwile zwątpienia?
Oczywiście, że takie były, bo 2019 rok też układał się świetnie i można było mieć nadzieję, że wszystko pójdzie tylko w pozytywną stronę, że będę się utrzymywał na tej górze. Życie pokazało mi jednak, że zawsze trzeba się mieć na baczności i – jak to w sporcie, tak i w życiu – zdarzają się upadki. Po tych ciężkich latach wychodzę z założenia, że nie jest ważne, ile razy upadasz, ważne, ile razy podnosisz się i wstajesz. Myślę, że to największe moje zwycięstwo, bo sam jestem swoim największym krytykiem i jestem w stanie powiedzieć, co zrobiłem źle. Nie jestem idealny, mam dużo wad, ale to nie zmienia faktu, że wciąż chcę stawać się coraz lepszym człowiekiem i coraz lepszym siatkarzem. To tego będę dążył.
Wyprzedzasz moje pytania… Gdy pytałem o ciebie ludzi, którzy z tobą grali i pracowali, wszyscy powtarzali, że jesteś bardzo wrażliwym człowiekiem, bardziej martwiącym się o innych niż o siebie. Czy ta wrażliwość pomaga w karierze sportowej, czy przeszkadza?
Być może przeszkadza, ale takim jestem człowiekiem i nie zamierzam na siłę tego zmieniać. W przeszłości zetknąłem się z ludźmi będącymi dłużej w siatkówce, którzy mówili mi, że za bardzo przejmuję się innymi, zamiast skupiać się na sobie. Żeby nie pokazywać swoich emocji i takich zachowań, które ktoś może wykorzystać przeciwko mnie. Nie mam jednak zamiaru się zmieniać i udawać kogoś, kim nie jestem. Zawsze staram się – jeśli tylko mogę – pomóc komuś, bo jestem osobą empatyczną, mam małe dziecko, a to uczy mężczyznę tej empatii i tego, że przede wszystkim trzeba być dobrym człowiekiem. Jak już wspominałem, zdaję sobie sprawę, że mam dużo wad, ale staram się być jak najlepszą wersją siebie i jeśli tylko mogę, pomagać innym. Tak też jest w siatkówce…
…zwłaszcza na pozycji rozgrywającego.
No właśnie, dlatego często chowam swoje ambicje, bo wolę, żeby kolega z drużyny poczuł się lepiej. Ja wytrwam, a jak zobaczę uśmiech na twarzy kolegi, dzięki choć małej mojej pomocy, to jestem bardzo szczęśliwy.
Czyli w siatkówce szczęście innych cieszy cię bardziej niż twoje?
Może dlatego, że gołym okiem widać, że komuś się pomogło. Oczywiście, ważne jest, by sobie pomagać w ciężkich chwilach. Ale mam wokół siebie wielu ludzi, którzy mnie wspierają i na których zawsze mogę liczyć, więc to się uzupełnia.
Nie można cię traktować jak nowicjusza w kadrze, bo przecież sześć lat temu zdobyłeś brązowe medale Ligi Narodów i mistrzostw Europy. Jaka jest dzisiejsza kadra, do której wróciłeś po przerwie, czym różni się od tej z finałów Ligi Narodów w 2019 roku, kiedy wysłano was na pożarcie, a zajęliście trzecie miejsce.
To już zostanie z nami na zawsze (śmiech). Później było jeszcze srebro w Pucharze Świata. Reprezentacja zmieniła się pod względem generacji, bo doszło wielu młodszych zawodników, których wtedy nie było. To taka świeża krew i to widać. Nie uważam się za starego zawodnika, ale już zbliżam się co trzydziestki. Widzę jednak, jak o dziesięć lat młodsi wchodzą do kadry, wnosząc do niej właśnie tę świeżość. To jest fajne, bo w 2019 roku byłem w podobnej sytuacji, patrząc na doświadczonych kolegów z otwartą buzią. Przez sześć lat wiele się w reprezentacji zmieniło, lecz trudno powiedzieć, czy na lepsze, czy na gorsze. Każda generacja i każda drużyna ma coś swojego i obie – ta z 2019 i obecna – są świetne. Można być dumnym z tego, że polska siatkówka cały czas ma się bardzo dobrze.
Jaki wpływ na sukcesy reprezentacji ma PlusLiga?
PlusLiga jest bardzo mocna i bardzo trudna. Zagraniczni zawodnicy często podkreślają, że w naszej lidze gra się bardzo ciężko, a wielu, którzy wyróżniali się w innych mocnych ligach, u nas mieli duże problemy. Cieszę się, że tak jest, bo dzięki temu nie trzeba za wszelką cenę starać się wyjechać z Polski, a występować w rozgrywkach, gdzie jest bardzo duża rywalizacja. Doceniam to, co mamy w PlusLidze, która jest twarda i bardzo wyrównana; można przegrać wszędzie, gdzie się pojedzie. Trzeba zawsze mieć się na baczności, co z mojej perspektywy, uczy pokory. Nieważne, z kim grasz, trzeba pokazać wszystko, co ma się najlepsze.
Kiedyś Piotr Nowakowski powiedział, że polska siatkówka jest jak kameleon, bo drużyny potrafią dostosować się do każdego przeciwnika.
Jesteśmy właśnie takim kameleonem, co pokazały choćby ostatnie finały Ligi Narodów, kiedy każdy mecz rozgrywaliśmy inaczej, dostosowując styl gry do przeciwnika. Z dobrym skutkiem, bo każdy mecz wygraliśmy 3:0. Naprawdę na każde spotkanie mieliśmy inny plan i go realizowaliśmy. Dlatego trzeba się zgodzić z Piotrkiem.

Nikola Grbić był znakomitym rozgrywającym. Czy to wpływ na twoją grę?
Oczywiście. Jeżeli ma się za trenera byłego rozgrywającego, który – jak to mówią – zjadł zęby na siatkówce, to dla mnie jest to ogromne wsparcie. W czasie analizy czy nawet podczas porad w trakcie gry, można wyczuć, że trener był w podobnych sytuacjach i wie, co będzie najlepsze dla zespołu. Bardzo to sobie cenię i staram się być takim rozgrywającym, który robi wszystko, by zespół dobrze funkcjonował, a nie, żebym to ja był na świeczniku. Widać, że trener Grbić też ma taką filozofię i stara się ją nam przekazywać.
Po znakomitym występie w Lidze Narodów reprezentacja Polski zagra w mistrzostwach świata w roli faworyta.
Zgadza się, że jesteśmy jednym z największych faworytów mistrzostw świata. Niektórych taka rola może przytłoczyć, ale wydaje mi się, że my jesteśmy tak doświadczonym zespołem, że raczej będziemy starać się z tego czerpać korzyści. Podejdziemy do turnieju z dystansem i chłodną głową, bo znamy swoje wartości, swoje mocne i słabsze strony. Zrobimy wszystko, by wrócić z turnieju w dobrych nastrojach, a celujemy w duże rzeczy.
Mistrzostwa świata siatkarzy zaczynają się 12 września na Filipinach. Polska pierwszy mecz rozegra 13 września, a jej rywalem o godz. 15.30 będzie Rumunia. 15 września Biało-czerwoni zmierzą się z Katarem (15.30), a 17 z Holandią (12).
Powrót do listy
