Liga Narodów 2026. Horror w meczu Polski ze Słowenią. Rywale minimalnie lepsi
Cztery z pięciu setów w drugim spotkaniu Polski w Lidze Narodów zakończyło się najmniejszą możliwą różnicą. Niestety, w dramatycznych końcówkach lepsza okazała się Słowenia. Biało-czerwoni mogą żałować straconej szansy.
Po łatwej wygranej z Kubą, w drugim meczu przed reprezentacją Polski stanęło już trudniejsze zadanie, bo Słowenia to silniejsza drużyna, która w pierwszym spotkaniu pokonała 3:2 Chiny. Trener Nikola Grbić zrobił dwie zmiany w wyjściowym składzie: miejsce Jakuba Majchrzaka zajął Szymon Jakubiszak, a zamiast Aleksandra Śliwki wyszedł Bartosz Firszt.
Polacy zaczęli spotkanie bardzo dobrze, bo od trzypunktowego prowadzenia. Skuteczny w ataku był Bartosz Gomułka, wspierany przez Michała Grierżota i Firszta. Ale rywale bardzo dobrze serwowali, a w ofensywie mieli Nika Mijanovicia, kończącego akcje nawet przy potrójnym polskim bloku. Po serwach Klemena Šena Słoweńcy odrobili straty, ale krótko cieszyli się remisem, bo za chwilę znów tracili trzy punkty. W końcówce znów w polu zagrywki błysnął Šen, a jego drużyna doprowadziła do wyniku 22:22.
Decydujące akcje należały jednak do naszych rywali: najpierw Jan Kozamernik zablokował Bartłomieja Lemańskiego, a przy 23:23 Gomułka zaatakował w aut. Polacy obronili trzy setbole, jednak nie dali rady, bo Śliwka – chwilę wcześniej wprowadzony za Gierżota – nie przyjął zagrywki Kozamernika.
Drugi i trzeci set też były bardzo zacięte, a ich losy ważyły się do ostatnich akcji. W drugim inicjatywa należała do Słoweńców, którzy prowadzili 21:18, ale wtedy zaczęli popełniać błędy, a Biało-czerwono nie mylili się. Doskonale spisywał się Firszt, najlepiej punktujący w polskim zespole, kończący decydujące akcje. Dobrze grali też środkowi, zwłaszcza Jakubiszak. W końcówce Firszt był bezbłędny w kontrach, a Polska doprowadziła do remisu.
Żadnej z drużyn nie udawało się odskoczyć na więcej niż trzy punkty, a jeśli już któraś uzyskiwała taką przewagę, szybką ją traciła. W czwartym secie prowadzenie się zmieniało. Wydawało się, że Polska wreszcie obejmie prowadzenie w meczu, bo po błędzie w ataku Mujanovicia wygrywała 24:22. Słowenia się nie poddała, a w naszej drużynie znów problemy z przyjęciem miał Śliwka. Niestety, straciliśmy cztery punktu z rzędu…

Ale młoda polska drużyna nie załamała się, przeciwnie zagrała jeszcze lepiej i wreszcie osiągnęła wysoką przewagę. Odskoczyła na 12:7 i nie pozwoliła się dogonić. Polacy ani razu nie dali się zablokować, a sami zdobyli w ten sposób trzy punkty.
Zwycięzcę miał wyłonić tie-break, dla Słoweńców drugi, bo na inaugurację pokonali 3:2 Chińczyków. Zaczęło się znakomicie, bo od 4:0 dla Polski. Ale w tym spotkaniu nic nie przychodziło łatwo. Rywale szybko odrobili straty, a nawet wyszli na prowadzenie 7:6 po bloku na Gomułce. Później było równo, lecz Biało-czerwoni znów zdołali odskoczyć (12:9), by stracić kolejne trzy punkty. Przede wszystkim mieli kłopot ze skończeniem akcji w ataku. W końcu jednak 13. punkt zdobył Jakubiszak, a 14. podarował nam Kozamernik, nie trafiając w boisko. Znów jednak wróciły demony z pierwszej i trzeciej partii, czyli niemoc w końcówkach. Słoweńcy to wykorzystali, osiągnęli przewagę, a ostatni punkt zdobyli po zagrywce Mujanovicia, po której piłka trafiła w linię.
W piątek o godz. 14 Polacy zmierzą się z Japonią.
Polska – Słowenia 2:3 (25:27, 25:23, 24:26, 25:21, 17:19
Polska: Firlej 3, Gierżot 14, Jakubiszak 18, Gomułka 19, Firszt 19, Lemański 10, Granieczny (libero) oraz Majchrzak 1, Śliwka, Nasevich, Bakaj
Powrót do listy

