Autor:Anna Więcek
  22.10.2008 godz. 08:33

Sebastian Pęcherz: sentymentalny powrót


Dla nowego zawodnika Jastrzębskiego Węgla Sebastiana Pęchęrza, wyjazd na mecz ligowy do Radomia był okazją do spotkania z byłymi kolegami z drużyny i przyjaciółmi z poprzedniego klubu. Podopieczni Roberto Santilliego pokonali rywali 3:0, pewnie dopisując kolejne trzy punkty do swojego konta. Radomianie, choć nie grali źle to jednak zdecydowanie ustępowali gościom z Jastrzębia.

PlusLiga: Nie założyliście chyba dłuższego, niż trzy setowego, pojedynku?

Sebastian Pęcherz: Przede wszystkim zakładaliśmy przed tym spotkaniem, że chcemy zagrać dobry mecz i wywieźć z Radomia trzy punkty. To nam się udało. Spodziewaliśmy się, że Radom zagra ryzykownie zagrywką i tak faktycznie było, zwłaszcza w pierwszym secie. Udało nam się powstrzymać skrzydłowych, którzy tak naprawdę stanowią o obliczu tego zespołu. To było dla nas kluczowe, w kontekście późniejszego zwycięstwa. Spodziewaliśmy się zaciętej walki we wszystkich partiach, nie tylko w pierwszej i to nas trochę zaskoczyło.

Czy ze względu na powrót do Radomia, był to specjalny mecz dla pana?

Zgadza się. Zawsze powtarzam, że jestem człowiekiem sentymentalnym. Jakby nie było, spędziłem w Radomiu trzy bardzo udane lata. Żałuję troszeczkę, że nie miałem okazji pograć tutaj troszeczkę więcej. Pojawiłem się na parkiecie tylko na zagrywkę w pierwszym secie. Wiadomo jednak, że w naszym zespole są zawodnicy, którzy zostali ściągnięci właśnie po to, aby grać i na razie spisują się bardzo dobrze.

Rywalizacja o miejsce w składzie toczy się obecnie między panem a Igorem Yudinem. Na razie pan wygrywa...

Mamy w składzie pięciu przyjmujących, więc siłą rzeczy jeden z nas zawsze musi siedzieć na trybunach. Nie mamy, na szczęście problemów ze zdrowiem, więc trener ma z czego wybierać i układać dwunastkę meczową. Wydaje mi się, że każdy z nas walczy o pozycję w tej drużynie. Ja mogę się tylko cieszyć, że na razie udaje mi się być tym dwunastym, chociaż nie odgrywam w niej większej roli – jak widać. Prawda jest taka, że podczas następnego meczu możemy zamienić się z Igorem rolami i to ja będę obserwował mecz z trybun.

Co pana zdaniem przekonuje trenera do pana osoby?

Myślę, że przede wszystkim chodzi o to, że Igor dopiero co wrócił po kadrze. Miał latem problemy z kolanem. Dopiero zaczyna powoli odzyskiwać formę. Pracuje na treningach coraz intensywniej, co zresztą widać po postępach, które robi. Zarówno Igorowi, Rafie i pozostałych graczom życzę jak najlepiej. Trener decyduje się na konkretnego zawodnika, biorąc pod uwagę tak naprawdę, niuanse.

Zaczęliście sezon od meczów z zespołami z tzw. niższej półki. Delecta, Radom, teraz Warszawa. Czy to jest dla was korzystny układ?

Na pewno tak. Te pierwsze trzy mecze pozwalają nam się lepiej zgrać, abyśmy w starciu z zespołami walczącymi o medale mogli poczuć już taką prawdziwą pewność siebie. Jest to ważne przede wszystkim dla naszych nowych zawodników, którzy nigdy wcześniej nie grali w polskiej lidze. Czekamy już na mecz z Bełchatowem. Będzie on miał na pewno dodatkowy smaczek.

W ubiegłym sezonie Jastrzębie pokonało Bełchatów dwukrotnie, w rundzie rewanżowej i półfinale Pucharu Polski.

Nie trzeba się bać Bełchatowa. Wcześniej, zanim pojedziemy walczyć ze Skrą, czeka nas jednak pojedynek z Warszawą. Na pewno podejdziemy do tego spotkania z pełną powagą. Ich ostatnie wyniki pokazują, że coraz rzadziej można mówić, że polska liga dzieli się na słabe i mocne zespoły. Poziom się wyrównuje. Gdyby Radom w meczu z nami wygrał pierwszego seta, nie wiadomo jak potoczyłaby się dalsza walka.

Nie lepiej byłoby teraz zagrać ze Skrą, pozbawioną kilku kluczowych zawodników?

Oni tam mają tak wyrównany skład, że nie ma to żadnego znaczenia. W Skrze nawet druga szóstka może wyjść na parkiet i z powodzeniem grać. Wystarczy przypomnieć sobie mecz z Częstochową z ubiegłej soboty. Każdy może wejść i zagrać na takim samym poziomie. Wiadomo, że Skra jest faworytem tych rozgrywek i każdy chce z nią wygrać. Czy komuś się uda? Zobaczymy.

...
...
...