Autor:Kamil Składowski
  02.11.2022 godz. 10:20

Ireneusz Mazur: musimy być odważniejsi i dbać o nasze diamenty!


Były selekcjoner reprezentacji Polski, wychowawca i trener mistrzów świata juniorów z 1997 roku – a dziś ekspert Polsatu Sport – mówi o problemach młodych graczy w naszych ligach. – Zbyt łatwo gubimy talenty, nie poświęcamy im wystarczającej uwagi, a część szefów klubów i trenerów nazbyt obawia się postawić na młodych. Uważam, że mamy potencjał, żeby iść drogą włoską, czyli stawiać na młodzież na najwyższym poziomie światowym, musimy chyba jeszcze raz przemyśleć to, co robimy na rynku transferowym, w myśl powiedzenia: „cudze chwalicie, swego nie znacie”.

Ireneusz Mazur z sukcesami prowadził zarówno drużyny seniorskie, jak i młodzieżowe. Przez wiele lat obserwował i wyszukiwał talenty w polskiej siatkówce. Zamiłowanie do wyławiania perełek zostało mu do dziś. Jego zdaniem – mimo wielu sukcesów w ostatnich latach – nie wolno naszej siatkówce porzucać tylu młodych talentów, jak to się obecnie dzieje.

– Nigdy nie jest na tyle idealnie, żebyśmy mogli sobie pozwolić na stratę czujności – przestrzega trener Mazur. – Szczególnie trzeba uważać, gdy jesteś w czołówce światowej, zdobywasz medale, bo może pojawić się poczucie, że nic złego nie może się już przydarzyć. A to bardzo złudne. Trzeba planować w szkoleniu to, co będzie się działo w następnym cyklu olimpijskim czy mistrzostw świata, wyliczać gdzie są nasze mocne strony, a gdzie słabości. Trzeba myśleć kilka kroków do przodu, to jest kluczowe w planowaniu przyszłości naszych drużyn narodowych. I po takich przemyśleniach szukać nowych graczy, którzy pomogą nam uzupełnić ewentualne braki. Jesteśmy obecnie w dobrej sytuacji, posiadamy Szkołę Mistrzostwa  Sportowego, specjalizującą się w przygotowywaniu graczy na najwyższy światowy i ligowy poziom, są także inne doskonałe ośrodki szkoleniowe. Jesteśmy gotowi i przygotowani, by ciągle dostarczano nam dobrze wyszkoloną młodzież, która będzie stanowić w przyszłości o sile naszej reprezentacji. Piramida szkoleniowa jest na tyle stabilna, że mamy prawo do optymizmu. Ale jeśli nie zaczniemy odważniej wprowadzać młodych graczy, to taki stan może nie trwać wiecznie. Przygotowałem poniższe zestawienie, by się zastanowić nad niektórymi graczami, w żaden sposób nie jest to kompletna, zamknięta lista. W przypadku kilku perełek aż ściska mnie serce, że w naszych ligach czy kadrze nie dostają odpowiednich szans. Zupełnie tego nie umiem zrozumieć, przecież Włosi pokazali, że młodzieżą można wygrać mistrzostwo świata. Proszę więc moje wybory potraktować jako przyczynek do dyskusji. Wiem co mówię, gdy opowiadam o kłopotach z przejściem z siatkówki juniorskiej do seniorskiej. Często na tym etapie gubimy wielkie talenty, a moim zdaniem to marnotrastwo. W swoim wyborze pomijałem z reguły zawodników oczywistych, którzy są już w notesie selekcjonera bądź regularnie grają w PlusLidze i mają uznaną markę ligowców.

Chcę pokazać, że poza grupą kilkudziesięciu znanych polskich graczy mamy też innych chłopaków, z których w przyszłości mogą się narodzić gwiazdy, tyle tylko, że muszą dostać szansę i później ją wykorzystać. Oto mój subiektywny przegląd, w podziale na pozycje:


Rozgrywający

Tak jak mówiłem, nie biorę pod uwagę Marcina Janusza, Grzegorza Łomacza, Fabian Drzyzgi, Jana Firleja czy Marcina Komendy. Szukam wśród zawodników młodszych i mniej doświadczonych ale perspektywicznych.

Rozgrywający to chyba najtrudniejsi zawodnicy do wyszkolenia i wychowania. Wiem, co mówię, przez wiele lat brałem udział w tym procesie i to naprawdę ogromne wyzwanie. Zwróćmy uwagę, jak układała się kariera Marcina Janusza. Był od początku w naszej sieci szkoleniowej, ale do grania o najwyższe cele przebijał się przez wiele lat. Nie pomagały mu z pewnością kłopoty zdrowotne, ale wymieniłem gracza ZAKSY, bo chciałem dać przykład, jak wiele czynników może mieć wpływ na graczy z tej strategicznej pozycji i jak dużo czasu potrzeba, by niektóre talenty eksplodowały. Właśnie na przykładzie rozgrywających widać, jak bardzo musimy być ostrożni przy selekcji. Nie wolno nam z automatu odpuszczać, odsuwać tych, którzy może mając dopiero dwadzieścia czy dwadzieścia kilka lat nie są jeszcze gotowi, by prowadzić grę na najwyższym poziomie. Być może część z nich dojrzeje dopiero w wieku 25-26 lat i wtedy mają szansę być gwiazdami. Jeśli ich zakopiemy, nic z tego nie będzie.


Podam przykład – tak jest choćby z Kamilem Droszyńskim, który świetnie się zapowiadał w grupach młodzieżowych, ale z różnych przyczyn nadal nie przebił się do dużego grania. To jest ciekawy chłopak, który próbował różnych klubów i lig, ale ciągle nie może się odnaleźć. To przykład, że nie zawsze udaje się płynne przejście z juniora do seniora. Teraz znowu jest w PlusLidze, w Treflu, zobaczymy czy uda mu się pokazać z dobrej strony?

Szukając już na przyszłość. Miałem możliwość komentowania mistrzostw Europy do 22 lat w Tarnowie. Grę drużyny trenera Daniela Plińskiego prowadził Dawid Pawlun. To wychowanek Trefla Gdańsk, poprzedni sezon spędził w PSG KPS Siedlce, a teraz jest w Projekcie Warszawa. Chłopak, którego warto obserwować, na bieżąco analizować jego grę i postępy. Ma 198 centymetrów wzrostu, ponad 345 centymetrów zasięgu w ataku. Zapamiętałem też jego grę w finale mistrzostw Polski juniorów, zagrywka z wyskoku – przytomny, opanowany. Być może nie ma jeszcze tego błysku potrzebnego wielkim rozgrywającym, ale ten czasem przychodzi po prostu wraz z doświadczeniem. Jest już w PlusLidze, a ona jest bardzo wymagająca dla młodych polskich graczy. Wielu z nich ma problemy, żeby zaistnieć. To mnie czasem boli, że stawia się na młodych spoza naszego kraju, w sumie nie bardzo wiem, z jakiego powodu?

W LUK Lublin był Igor Gniecki, jeszcze młodszy od Pawluna. Obu łączy też fakt, że ich ojcowie byli związani z siatkówką. Gniecki miał dobry moment przy kontuzji Grzegorza Pająka i zebrał za swoją grę dobre oceny. I to nie na wyrost. Obserwowałem go także w mistrzostwach Polski juniorów, zgadzam się z wysokimi notami jego techniki czy taktyki. Wyjechał do ligi szwajcarskiej, szuka szans dalszego rozwoju. Też nie wolno nam o nim zapominać, szkoda że ktoś nie miał odwagi na niego postawić u nas.

Chcę zaznaczyć, że w swoim zestawieniu wyliczam graczy powyżej 20 roku życia, z drobnymi wyjątkami. Bardzo ciekawy debiut w PlusLidze zaliczył Kajetan Kubicki z kadry do 20 lat, najlepszy rozgrywający mistrzowskiego turnieju. W barwach Cuprum, zagrał prawie cały mecz przeciwko Projektowi Warszawa, zaprezentował świetną zagrywkę, regularnie ponad 110-kilometrów na godzinę. Jego pierwszy pozostawiony ślad w PlusLidze jest imponujący, jak na tak młodego gracza.

Warty obserwowania jest jeszcze z pewnością syn Macieja Dobrowolskiego – Kacper, który wyjechał uczyć się i trenować do Stanów Zjednoczonych. Poukładany, z przyjemnością się ogląda jego grę. Z pewnością nie straci na jakości szkoląc się w USA, miejmy go na naszych radarach.

Atakujący

Drugą pod względem hierarchii – według mnie – jest pozycja atakujących. Dla nas obecnie bardzo wrażliwa. Musimy się skupić na lepszym zaangażowaniu i zagospodarowywaniu młodzieży, którą już mamy. Jakoś nam to nie wychodzi... Nie wiem, może ja jestem zbyt uczulony na to, że większe kluby nie sięgają po takich chłopaków, jak Przemysław Kupka, Bartosz Gomułka czy Krystian Walczak z TAURON 1. Ligi. Dla mnie to niepojęte! Dobrze, że szansę dostał Dawid Dulski z kadry trenera Daniela Plińskiego i trafił do Zawiercia. Chłopak szkolony w SMS-ie Spała, 210 centymetrów wzrostu, olbrzymi zasięg – dobrze ponad 350 centymetrów. To jest gracz, który już teraz prezentuje poziom, który może go w przyszłości zaprowadzić do reprezentacji. Ale oczywiście wymaga dwóch, może trzech lat kontroli jego rozwoju, w najważniejszych elementach na swojej pozycji. To sprawny, wielki „koń”, a moim zdaniem, ma jeszcze spore rezerwy. Nasza przyszłość na tej pozycji.

Naprawdę mamy na ataku ciekawych, zdolnych graczy z potencjałem. Przecież do 22 lat jest jeszcze choćby Remigiusz Kapica z Cuprum Lubin. Ma za sobą już kolejny sezon w PlusLidze. Bardzo skoczny, dynamiczny, 350 zasięgu. Przeszedł SMS Spałę, posiada ciekawą charakterystykę, jest leworęczny. Staje się coraz bardziej stabilnym graczem, co mnie cieszy.

Jaka jest przeszkoda w tym wieku, by przejść do wielkiego grania? Mogę o tym mówić empirycznie, bo przeprowadziłem młodzież nie tylko do klubów, ale i do reprezentacji. Miałem możliwość to przeżyć, stąd wiem, gdzie pojawiają się problemy. Przede wszystkim na młodych ludziach ciąży presja i są wrzucani na głęboką wodę. Jeśli nie trafią na szkoleniowca, który poświęci im dużo czasu, uwierzy w ich możliwości, pozwoli się czasem mylić, to może się to wszystko nie udać. Moim zdaniem zbyt szybko skreślamy graczy, którzy mają parametry, możliwości, ale być może brakuje im jednego elementu, czy to od strony sportowej czy psychicznej. Zamiast z nimi pracować, pomagać, to liczymy że na ich miejsce zaraz przyjdzie ktoś bardziej kompletny i po kłopocie. W taki sposób możemy stracić ludzi, którzy mieliby szansę na wielkie granie, tyle że za pewien czas.

Podam taki przykład – Krystian Walczak (TAURON 1. Liga, obecnie BAS Białystok, 21 lat). Skoro zawodnik o takich parametrach – 210 wzrostu i 362 zasięgu – nie przebija się do dużego grania to gdzieś jest błąd. Nie jestem aż tak blisko, żeby się wypowiadać, na czym on dokładnie polega. Jeden z jego trenerów mówił mi, że nie ma wystarczająco mocnej psychiki. Chłopak tymczasem skacze aż miło, jest sprawny, ma dość regularną zagrywkę z wyskoku. Ale do tej pory nie wygrywał rywalizacji ze starszymi zawodnikami. Kto wie, jeżeli komuś się w przyszłości przypomni to może po niego sięgnąć, może odpali w wieku 25-26 lat. Warto o tym pamiętać, że nie każdy jest gotowy na wielkie granie od razu po wieku juniora, nie znaczy jednak, żeby go skreślać raz na zawsze.

Uważam, że już w tym momencie gotowy na duże granie jest także 20-letni Bartosz Gomułka – 202 cm wzrostu, 355 zasięgu w ataku, wychowanek MOS Wola Warszawa. Grał w Legii Warszawa, teraz jest w AZS AGH Kraków. Warto go obserwować. Świetny gość, prezentujący bardzo elastyczny styl. Facet, który na boisku może zrobić różnicę. Niestety, w Legii raz nie grał, a raz nie grał. Aż mnie serce ściskało... Może w tym sezonie, gdy wreszcie regularnie gra, przeskoczy ten całkiem już wysoki pułap w TAUORN 1. Lidze i trafi później do elity. Tak samo jak Przemysław Kupka – mierzący 206 cm, 360 zasięgu, 21-latek. Gra obecnie w Siedlcach. Bardzo ciekawy atakujący, prezentujący swobodną siatkówkę, świetny motorycznie, gra z dużą lekkością. Warto zapisać to nazwisko.

Dawid Dulski, według mnie, jest z tej grupy nr 1 plus oczywiście Remigiusz Kapica. Musimy szczególnie dbać o tych wszystkich młodych ludzi, bo wcześniej czy później będziemy potrzebować zastępstwa za Bartosza Kurka. A gotowego gracza o takich samych, bądź zbliżonych parametrach, w kadrze nie mamy.

Przyjmujący

Tutaj mamy gracza – moim zdaniem – z potencjałem na światową gwiazdę. 21 lat, 203 cm wzrostu, 355 zasięgu, prosta ręka w ataku – no co jeszcze mam dodawać? Jak na takiego „badylaka” naprawdę dobra sprawność. Byłem wściekły, zły, zrozpaczony, że rozwój Michał Gierżota nie idzie tak, jak powinien. Szanując decyzję macierzystego klubu, nie ukrywam że ja osobiście bardziej bym w niego zainwestował. Bolał mnie poprzedni sezon, gdy długo leczył kontuzję, a później dostawał wprawdzie szanse od trenera Pawła Ruska, lecz był to już sam koniec rozgrywek. Uważam, że takiego chłopaka trzeba cały czas monitorować, wywierać presję wokół, rozmawiać, by grał i mógł się rozwijać. Wydzwaniać, rozmawiać, mobilizować środowisko i samego zawodnika. Na szczęście wzięła go PSG Stal Nysa i trener Daniel Pliński na niego postawił. Ten sezon dobitnie pokazuje, że mamy do czynienia z dużym talentem, który oczywiście potrzebuje jeszcze sporo szlifów. Wreszcie jest w odpowiednim miejscu. Liczę, że zaczniemy w niego inwestować także na poziomie reprezentacji seniorów. Szkoda, że nie znalazł się w niej już w minionym sezonie, ale rozumiem że nie było go na rynku, był kontuzjowany i prawie nie grał. Ale po tym sezonie wierzę, że ten chłopak da podstawy, by trener wybrał go nie tylko za kapitalne warunki fizyczne, ale za jego formę i grę.

Warto wymienić jeszcze trochę zapomnianego Bartosza Firszta, 23-latek, bardzo ciekawy, który od dawna nie może się przebić w Radomiu. Interesujący jest także jego rówieśnik Mikołaj Sawicki, który przeszedł do Trefla i po kontuzji Piotra Orczyka dostał życiową szansę. Jest też w TAURON 1. Lidze Piotr Szlęzak, dwudziestolatek – 201 wzrostu, 340 zasięgu w ataku, w Legii. Zobaczymy, jak się odnajdzie na zapleczu PlusLigi. Jest też Michał Kowal. Niższy zawodnik, którego zapamiętałem z mistrzostw Polski juniorów, podobnie jak Marcela Hendzelewskiego. Ciekawy chłopak, 18-latek. Jeżeli gra w pierwszym składzie Lechii Tomaszów i nie odstaje od starszych rywali, to warto go analizować i śledzić rozwój. Nie wszyscy nasi gracze muszą mieć przecież ponad dwa metry, pamiętajmy o tym.

Środkowi

Tutaj chyba mamy największy urodzaj graczy z odpowiednimi parametrami fizycznymi. Karol Urbanowicz, 21-latek z Trefla Gdańsk – chłopak jak złoto. Być może życzylibyśmy sobie, żeby miał 210 cm wzrostu, ale nie będzie miał, ma 200 cm, ale za to aż 360 cm zasięgu. Wchodził regularnie na boisko już w poprzednim sezonie. To jest facet, który znalazł już swoje miejsce w PlusLidze. Ale konkurencja na tej pozycji jest wielka, bo przecież w kadrze są świetni gracze jak Jakub Kochanowski, Norbert Huber, Mateusz Poręba, że o Mateusz Bieńku nie wspomnę.

Ale są także inni młodzi, jeszcze mniej znani. Jak Konrad Jankowski z PSG Stali Nysa. 204 cm, 365 zasięgu, 20-latek. Przyszedł z KRISPOLU Września. Gracz, którego warto obserwować. Jest także Sebastian Adamczyk, który odszedł z Bełchatowa do GKS Katowice. To facet, który ma spory potencjał rozwoju, zobaczymy jak mu pójdzie. W Cuprum Lubin trenuje Jędrzej Kaźmierczak, wprawdzie ma „tylko” 199 centymetrów, ale aż 360 zasięgu, 22 lata. Podobnie bardzo ciekawy Wiktor Rajsner z Zawiercia – 205 wzrostu, 23 lata, po Szkole Mistrzostwa Sportowego w Spale.

Natomiast mamy takich 21-latków z TAURON 1. Ligi: Seweryn Lipiński, wychowanek Trefla Gdańsk, teraz gra w Olimpii Sulęcin. Patryk Cichosz-Dzyga, też bardzo ciekawy, teraz trafił do KRISPOLU – 21-latek, aż 210 cm wzrostu. Także Michał Kozłowski z Legii Warszawa czy Jakub Strulak. Tego drugiego dosyć długo obserwowałem, ma 210 cm, to też jest gracz, któremu naprawdę warto się przyglądać.
Mamy wielu ciekawych środkowych, z dobrymi warunkami, niezłym przygotowaniu motorycznym, można z nich czerpać garściami i o to apeluję do włodarzy klubów PlusLigi.

Libero

Tutaj nie mam jakiegoś jednego faworyta, bo większość młodzieży jest już gdzieś namierzona. Choćby 23-letni Kamil Szymura, podstawowy libero Cuprum, już znajdujący się w zainteresowaniu selekcjonera, w szerokiej kadrze.

Dalej warto zwrócić uwagę na Dawida Pruszkowskiego w Treflu, czy Macieja Nowowsiaka z Nowego Sącza. 21-latek jest u trenera Jacka Nawrockiego, który potrafi świetnie szkolić. Jeszcze jest Dominik Teklak w BBTS-ie Bielsko-Biała. To jest 22-latek z Częstochowy, później grał w Będzinie. Wszyscy warci uwagi.

Podsumowując, uważam, że stawianie na młodych wcale nie przeszkadza w wygrywaniu trofeów. Popatrzmy na Włochów, jak się zachowali w ostatnich latach. Postawili na młodzież i zdobyli mistrzostwo świata. Uważam za nasz obowiązek, żeby pilnować rozwoju własnych talentów. Duża tutaj rola menedżerów, którzy mają tych chłopaków w swoich stajniach, a także klubów i specjalistów od szkolenia w federacji, by zadbać o przyszłość i interes większy niż jeden mecz czy sezon. Trzeba prowadzić nadzór nad wypożyczonym młodym zawodnikiem, pilnować jego rozwoju i zdrowia. Jak coś się dzieje, trzeba pomóc, zadbać, interesować się nim. Czasem, gdy rozmawiam z prezesami to słyszę: – Chciałbym takiego a takiego zawodnika – mówi prezes. – No przecież masz – odpowiadam. – Ale gdzie? – pyta zdziwiony. Zaczynam mówić i zaraz słyszę, no tak, ale... Właśnie z powodu tych „ale” nie dajemy szans zbyt wielu potencjalnym talentom, by chociaż przekonali się, czy nimi faktycznie są, czy też nie.

POWIĄZANE INFORMACJE

...
...
...