Autor:Kamil Składowski, fot. ZAKSA
  04.04.2020 godz. 08:57  |   0

RetroPlusLiga (2018/2019): wielki powrót na tron


Sezon 2018/19 w PlusLidze był w kolorze złota. Takie medale wywalczyli w mistrzostwach świata nasi siatkarze. Poza Michałem Kubiakiem (Japonia) i Fabianem Drzyzgą (Rosja) pozostali zawodnicy, którzy triumfowali w Turynie, występowali na polskich boiskach. A największym wygranym w krajowej rywalizacji została ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Nie tylko zdobyła mistrzostwo kraju, ale także triumfowała w Pucharze Polski.

Sezon zapowiadał się arcyciekawie. Do medali aspirację miało znacznie więcej drużyn niż w poprzednich latach. Najwięcej szumu dotyczyło Stoczni Szczecin. Zbudowano tam potężną drużynę z MVP mistrzostw świata na czele. Ale nie tylko Bartosz Kurek miał błyszczeć w Stoczni. Do Polski wrócił Łukasz Żygadło, a bułgarski zaciąg składał się z Mateja Kazijskiego i trenera Radosława Stojczewa, który został dyrektorem sportowym w Szczecinie. Do sporego przemeblowania składów doszło również w kilku innych klubach, choćby w Asseco Resovii, Jastrzębskim Węglu czy Treflu Gdańsk. Z mistrzów świata kluby zmienili Kurek (z Ziraatu Ankara na Stocznię), Dawid Konarski (z Ziraatu na Jastrzębski Węgiel), Jakub Kochanowski (z Indykpolu AZS na PGE Skrę), Artur Szalpuk (z Trefla na PGE Skrę), Aleksander Śliwka (z Asseco Resovii na ZAKSĘ) i Damian Schulz (z Trefl na Asseco Resovia).

Szybko okazało się, że Stocznia to kolos na glinianych nogach. Klub był niewypłacalny. Dlatego jeden po drugim zaczęli z niego odchodzić zawodnicy, m.in. Kurek i Nikołaj Penczew do ONICO Warszawa. W grudniu w Szczecinie zostało pięciu zawodników: Bartłomiej Kluth, Adrian Mihułka, Simon Van De Voorde, Janusz Gałązka oraz Marcin Wika, sztab trenerski i olbrzymie długi, których spółka nie była w stanie spłacić. Stocznia została wycofana rozgrywek, a władze PlusLigi postanowiły, że w związku z tym żaden zespół nie spadnie do I ligi.

Ciemne chmury, choć nie aż tak czarne, zbierały się nad Rzeszowem. Asseco Resovia przegrywała mecz za meczem. Drużyna początkowo prowadzona przez Andrzeja Kowala, a następnie przez Gheorghe Cretu, potrzebowała ośmiu spotkań, by zwyciężyć. Udało jej się to w starciu z Treflem Gdańsk. Zmiana nastąpiła również na stanowisku prezesa. Bartosza Górskiego zastąpił Krzysztof Ignaczak. Tąpniecie ziemi nastąpiło też w Jastrzębiu. Śląski klub pożegnał się z coraz bardziej niesubordynowanym Salvadorem Hidalgo Olivą, a trener Ferdinando de Fefe sam przeniósł się do rodzimej Italii. Zerwał kontrakt i wybrał Cucine Lube Civitanova. W Jastrzębiu zastąpił go inny Włoch Roberto Santilli, który ustąpił w Olsztynie miejsce Michałowi Mieszko Gogolowi.

Nie brakowało też pozytywnych wydarzeń. Jednym z nich była postawa zespołu Aluron Warta Virtu Zawiercie. Jurajscy rycerze grali znakomicie, zwłaszcza we własnej hali byli trudni do pokonania. Siatkarze prowadzeni przez Marka Lebedewa medalu nie zdobyli, ale czwarte miejsce było sukcesem. Warto też odnotować odrodzenie siatkówki w stolicy. Na mecze ONICO przybywały tłumy. Z pewnością magnesem było nazwisko Kurek, ale głównym powodem była bardzo dobra gra ekipy Stephane’a Antigi. Zresztą nie tylko zespoły ze stolicy i Zawiercia pozytywnie zaskoczyły. To samo można powiedzieć o drużynach Cerradu Czarnych Radom czy GKS Katowice.

Z problemami zdrowotnymi borykali się za to mistrzowie Polski z Bełchatowa. Patryk Czarnowski, Robert Milczarek, Milad Ebadipour, Mariusz Wlazły, Artur Szalpuk, David Fiel, Karol Kłos - oni wszyscy mierzyli się z mniejszymi lub większymi urazami. Nie mogło więc dziwić falowanie formy bełchatowian i w efekcie dopiero szóste miejsc na koniec sezonu. Warto za to odnotować, że PGE Skra znalazła się w najlepszej czwórce Ligi Mistrzów.

W PlusLidze dominowała ZAKSA. Kędzierzynianie wygrywali od początku mecz za meczem. Ich zwycięska seria wniosła 16 spotkań. Aczkolwiek nie udało się drużynie prowadzonej przez Andreę Gardiniego poprawić swojego wyczynu sprzed roku, czyli 17 zwycięstw z rzędu. Rekord padł za to na drugim biegunie. MKS Będzin, ostatni zespół PlusLigi, zanotował najdłuższą serię porażek. Siatkarzom z Zagłębia udało się przy tym pobić rekord wszech czasów. Po wygranej 3 listopada z Asseco Resovią dopiero po 18 przegranych, w ostatniej kolejce rundy zasadniczej, będzinianie schodzili z boiska zwycięscy. MKS wygrał wtedy z Treflem Gdańsk 3:2.

Dużo mówiło się też o Macieju Muzaju. Jako zawodnik Trefla Gdańsk w meczu z GKS Katowice zdobył aż 38 pkt. Do pobicia rekordu Bartłomieja Klutha sprzed dwóch sezonów zabrakło atakującemu mu dwóch punktów. Dodajmy również, że ten siatkarz był najlepiej punktującym siatkarzem całej ligi z dorobkiem 612 pkt. W osiągnięciu takiego rezultatu pomogły mu przenosiny do ONICO Warszawa w ramach transferu medycznego, po tym jak kontuzję pleców odniósł Bartosz Kurek. A w fazie play-off błysnął Dawid Konarski. Dwukrotnie udało mu się zdobyć aż 33 punkty, najpierw w pierwszym meczu ćwierćfinałowym z PGE Skrą, a potem w pierwszym meczu o brązowy medal z Aluronem Virtu Wartą. Mocno przyczynił się do zdobycia przez Jastrzębski Węgiel trzeciego miejsca. Obie drużyny walczące o brąz miały swoje szanse w półfinałowych potyczkach, ale ostatecznie zwycięsko wyszły z nich ekipy z Kędzierzyna-Koźla i Warszawy. I batalii o złoto poświęcimy trochę więcej miejsca.

Pierwszy mecz finału PlusLigi na długo zostanie zapamiętany. Kędzierzynianie obronili cztery meczbole i pokonali siatkarzy z Warszawy w kontrowersyjnych okolicznościach 3:2.  Zwycięstwo przyszło ZAKSIE bardzo trudno, choć prowadziła 2:0 w setach. W kolejnych odsłonach to kędzierzynianie byli jednak w defensywie. Świetną zmianę dał Muzaj, a goście imponowali grą w bloku. Wygrali trzecią partię, a w czwartej prowadzili 20:13 i 21:15. I wtedy gospodarze popisali się pierwszym niesamowitym pościgiem. Doprowadzili do remisu i warszawianie wygrali czwartą odsłonę dopiero przy szóstym setbolu i w dramatycznych okolicznościach. Gdy wydawało się, że limit dramaturgii został wyczerpany, oba zespoły, przeżywające w tym meczu wzloty i upadki, zgotowały dreszczowiec, który przeszedł do historii polskiej siatkówki i wywołał gorące dyskusje na temat pracy arbitrów Wojciecha Maroszka i Piotra Króla.

W tie-breaku ONICO prowadziło 14:11.  Dwa pierwsze meczbole gospodarze obronili po ataku Sama Deroo i bloku Łukasza Wiśniewskiego. Było 14:13 dla ONICO. I wtedy zdarzyło się coś, co doprowadziło do awantury i wywołało wiele kontrowersji. Najpierw Piotr Łukasik w fatalnym stylu przyjął na palce zagrywkę, która przełamała mu palce i dotknęła głowy, a po chwili Nikołaj Penczew wykonał udany atak. Goście zaczęli tańczyć taniec radości, gospodarze ruszyli z pretensjami do arbitra, a Kaczmarek omal nie rozbił słupka sędziowskiego. Maroszek po konsultacji z drugim arbitrem zmienił decyzję. Uznał, że Łukasik popełnił błąd przy odbiorze zagrywki. Rozpętała się burza, czerwoną kartkę dostał Kaczmarek i ONICO miało kolejną piłkę meczową. Jednak i tej okazji jednak nie wykorzystało. Gospodarzy uratował as serwisowy Benjamina Toniuttiego i dwie udane akcje rezerwowego Rafała Szymury, który najpierw popisał się udanym blokiem, a potem skutecznym atakiem.  Tym razem taniec radości odtańczyli gospodarze, ale Antiga wziął jeszcze challenge. Nic nie dał i zwycięstwo gospodarzy 3:2 (25:23, 25:21, 20:25, 27:29, 17:15)  stało się faktem.
Działacze ONICO domagali się zmiany wyniku tego spotkania albo jego powtórzenia, ale do tego nie doszło i gdy zaczynał się drugi mecz w Warszawie w rywalizacji do trzech zwycięstw było 1-0 dla ZAKSY.  Półtorej godziny później było już 2-0, bowiem kędzierzynianie zwyciężyli 3:0 (25:22, 26:24, 25:22).

ZAKSA wygrała mimo problemów. Gorączkę miał Paweł Zatorski. Na zmianę trener Andrea Gardini zdecydował się jednak na pozycji przyjmującego i spotkanie w zastępstwie Aleksandra Śliwki rozegrał Rafał Szymura. Trener Stephane Antiga również postawił na taki skład wyjściowy jaki kończył pierwszy mecz finałowy, ale już pod koniec pierwszej partii musiał sięgnąć po pierwsze zmiany. Piotra Łukasika musiał zastąpić Mateusz Janikowski, bo rywale cały czas celowali w niego zagrywką.
Kędzierzynianie grali dużo bardziej stabilnie. W pierwszym secie ZAKSA wypracowała przewagę w ważnym momencie i prowadziła już 20:15 po skutecznych atakach Łukasza Kaczmarka. Warszawianie dogonili rywali, ale w dwóch ostatnich akcjach zablokowany został Maciej Muzaj, a później fatalny błąd w rozegraniu popełnił Antoine Brizard. Drugiego seta ONICO rozpoczęło od prowadzenia 4:0, ale kiedy ZAKSA zaczęła kierować swoje zagrywki na Janikowskiego (pozostał na boisku na drugiego seta za Łukasika) przewaga stopniała. Warszawianie znów odrobili stratę i dzięki skutecznym blokom Andrzeja Wrony doprowadzili do walki na przewagi. Przegrali, bo w sytuacyjnych piłkach lepiej radzili sobie kędzierzynianie, a ich rozgrywający Benjamin Toniutti świetnie kierował grą ZAKSY. Trzeci set wyglądał bardzo podobnie – do połowy wyrównana walka, a później zdecydowana przewaga kędzierzynian, którzy wygrali to spotkanie bez straty seta.

Do meczu finałowego numer trzy obydwa zespoły przystąpiły w Kędzierzynie-Koźlu w takich samych wyjściowych składach jak do drugiego na warszawskim Torwarze. Tym samym w ZAKSIE na pozycji drugiego przyjmującego obok Sama Deroo spotkanie rozpoczął Rafał Szymura, na którego była kierowana większość zagrywek warszawian. Po drugiej stronie siatki tradycyjnie najczęściej ostrzeliwanym zawodnikiem stołecznej drużyny był Piotr Łukasik (ponad 40 odbiorów zagrywki).
Na początku meczu rozgrywający kędzierzynian Benjamin Toniutti głównie wybierał pierwsze tempo na środek do Mateusza Bieńka, który – jak się później okazało – uległ przed spotkaniem zatruciu i był osłabiony. Nie przeszkodziło mu to w świetnej grze. ZAKSA po wygraniu pierwszego seta w drugim straciła skuteczność, co wykorzystali goście. Trudno się dziwić takiemu obrotowi sprawy, bo gospodarze meli ledwie 28 procent skuteczności w ataku, a po stronie ONICO brylował Maciej Muzaj. Jednak w trzeciej partii te proporcje się odwróciły. Warszawianie stracili ogromną szansę. Prowadzili 17:11 i 20:15, a później przegrali na przewagi nie wykorzystując pięciu piłek setowych. W końcówce sporo mylił się Muzaj, a za to po drugiej stronie brylował Kaczmarek. Atakujący ONICO posłał piłkę w aut w ostatniej akcji. Kędzierzynianie wykorzystali czwartego setbola i mogli świętować ósme złoto mistrzostw Polski w historii klubu.

– Eksplozja radości jest ogromna. Wielu z nas, włącznie ze mną, grało na antybiotykach. Mateusz Bieniek jeszcze dwie godziny przed meczem wymiotował. Byliśmy w ciężkiej sytuacji, dlatego ten triumf jeszcze lepiej smakuje. Przed spotkaniem nikt nie brał pod uwagę innego scenariusza niż nasze zwycięstwo i feta była już wcześniej przygotowana – przyznał Paweł Zatorski.

– Grając z każdą drużyną, nie tylko z Zaksą, nie możemy wypuszczać z rąk tak dużej przewagi, jaką mieliśmy dziś w trzecim secie. W końcówce rywal zachował więcej zimnej krwi, pokazał ogranie w najważniejszych spotkaniach sezonu. My dopiero pierwszy raz dostaliśmy się na taki poziom rozgrywek. Wyszło doświadczenie kędzierzynian w walce o medale. Nam zabrakło trochę chłodnej głowy. Nie wykorzystaliśmy słabszego momentu przeciwnika. Bardzo liczyliśmy na to, że uda nam się wrócić na kolejny mecz do Warszawy. Nie udało się – stwierdził Andrzej Wrona.

– Mamy mistrzostwo kraju i Puchar Polski. Taki był nasz cel, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że spełnić te oczekiwania będzie niesamowicie ciężko. Poziom ligi jest przecież bardzo wysoki. Uważam za coś niesamowitego, że udało nam się zdobyć nie tylko Puchar Polski, ale także mistrzostwo. Udowodniliśmy, że na ten złoty medal nie zasłużyło siedmiu czy ośmiu siatkarzy z Kędzierzyna, ale cała czternastka. Na tym polegała nasza przewaga nad ONICO – cieszył się Łukasz Kaczmarek.

Można jeszcze dodać do słów atakującego ZAKSY, że właśnie zespołowość była jednym z głównych atutów drużyny nowych mistrzów Polski. Triumfowali trenerzy, działacze i siatkarze zespołu z Opolszczyzny. Tytuł dostał się w zasłużone ręce, a ten sezon zostanie zapamiętany na dłużej nie tylko w Kędzierzynie-Koźlu.

TABELA PO FAZIE ZASADNICZEJ



FAZA PLAY-OFF






DRUŻYNY MEDALISTÓW:

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle

ONICO Warszawa

Jastrzębski Węgiel


GWIAZDA SEZONU
Bejamin Toniutti (ZAKSA)
Francuski rozgrywający ma za sobą kolejny świetny sezon. Kierował grą mistrzów Polski po profesorsku. Trudno wyobrazić sobie grę ZAKSY bez Benjamina Toniuttiego. Ten siatkarz był prawdziwym mózgiem swojej drużyny. Doskonale rozumiał się z kolegami na boisku. Wprawdzie w tym sezonie nie otrzymywał tak wiele statuetek MVP dla najlepszego gracza jak w poprzednich latach, ale nadal był jednym z najlepiej rozgrywających w lidze, jeśli nie najlepszym. Przemysław Stępień wchodził najczęściej na podwójne zmiany. Nie dostał zbyt wielu szans na grę w dłuższym wymiarze czasowym. Trudno się dziwić. Toniutti rzadko kiedy miał słabsze momenty. Ten siatkarz nie schodzi poniżej solidnego poziomu gry. Dlatego też szefowie klubu szybko przedłużyli z nim kontrakt. On też czuje się w Kędzierzynie-Koźlu bardzo dobrze i szybko zgodził się na pozostanie w ZAKSIE. To będzie już piąty jego sezon w kędzierzyńskim klubie. W czterech poprzednich trzy razy zdobywał mistrzostwo Polski i raz srebrny medal.

OPINIA EKSPERTA
Sebastian Świderski, prezes ZAKSY
To był bardzo udany sezon dla naszego klubu. Zdobyliśmy mistrzostwo kraju i Puchar Polski. Według mnie jest to wielki sukces całego naszego środowiska, miasta i regionu. Ten sukces trwa, ponieważ przez cztery lata byliśmy czterokrotnie w wielkim finale PlusLigi. Zdobyliśmy trzy mistrzostwa Polski, Puchary Polski, wicemistrzostwo Polski. Finał PlusLigi w tym sezonie był ciężką przeprawą. Zakończyliśmy go w trzech meczach, ale byliśmy gotowi na więcej, ponieważ wszystkie spotkania stały na bardzo wysokim poziomie. Było bardzo wiele emocji, zwrotów akcji. Cieszę się, że wydarliśmy to złoto po walce, bo wygrać łatwo, gładko i przyjemnie, bez emocji nie ma takiego smaku. Natomiast my musieliśmy wydrzeć ten złoty medal przeciwnikowi. Zrobiliśmy to i ten sukces smakuje jeszcze lepiej. Oczywiście chcemy kontynuować tę passę, dlatego już wcześniej pomyśleliśmy o składzie na przyszły sezon. Najważniejsze, że trzon zespołu zostaje, czyli Sam Deroo, Beniamin Toniutti czy Łukasz Wiśniewski.

LICZBY SEZONU:

2 trofea w minionym sezonie zdobyli siatkarze z Kędzierzyna-Koźla. Puchar Polski oraz złoto PlusLigi, nie dali rady stanąć na podium Ligi Mistrzów oraz wywalczyć Superpucharu.

13 razy klub z Opolszczyzny grał w finałach mistrzostw Polski. Osiem razy wygrywał, pięć razy zdobywał srebro, ma też jeden brązowy medal.

20 meczów za trzy punkty (3:0 lub 3:1) w całym sezonie zasadniczym wygrali zawodnicy ZAKSY.  Do tego jeden w stosunku 3:2. Ponieśli tylko trzy porażki.

 Przejdź do forum (0)

Dołącz do rozmowy o tej wiadomości na forum

POWIĄZANE INFORMACJE

...
...
...

Newsletter

POBIERZ NASZĄ APLIKACJĘ

Jedziesz samochodem? Nie możesz oglądać meczu, ale z chęcią posłuchasz na żywo?

Pobierz naszą aplikację mobilną z funkcją czytania wyniku!

Na dodatek będą go podawać Karol Kłos z PGE Skry Bełchatów i jedna z największych gwiazd kobiecej siatkówki ostatnich lat – Ania Werblińska. Pobierz, posłuchaj, kibicuj PlusLidze i Lidze Siatkówki Kobiet.

 
 
 
sponsor tytularny
sponsorzy
media
partnerzy
partnerzy instytucjonalni

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij