Jakub Popiwczak: Trzynaście meczów zagramy w nieco ponad miesiąc
Aluron CMC Warta Zawiercie wygrywając w Rzeszowie z Asseco Resovią 3-0 odniosła już siódme zwycięstwo w sezonie.
PLUSLIGA.PL: Hitowo zapowiadający się mecz w Rzeszowie okazał się mocno jednostronnym widowiskiem...
JAKUB POPIWCZAK (libero Aluron CMC Warty Zawiercie): Myślę, że spodziewaliśmy się cięższego boju. Nie chcę powiedzieć, że to spotkanie było łatwe i przyjemne, bo były momenty, że też musieliśmy pocierpieć swoje na boisku. Natomiast wydaje mi się, że nasza drużyna miała bardzo dobre nastawienie mentalne i podejście do tego meczu od samego początku. Tak naprawdę to naskoczyliśmy na zespół gospodarzy. Wiedzieliśmy, że musimy mieć ogromny prąd po naszej stronie, bo wtedy będzie dobrze. Jeżeli chodzi o wymiar setowy, po tych trzech tie-breakach, które w ostatnich spotkaniach mieliśmy, to dzisiaj było najłatwiejsze spotkanie. Z tak trudnego terenu wywieźć trzy punkty, to sprawia że naprawdę jesteśmy bardzo zadowoleni.
PLUSLIGA.PL: Wyglądaliście bardzo dobrze właściwie w każdym elemencie. Chyba nie było ani na moment takich momentów kryzysowych?
Z jednej strony tak, a z drugiej strony mam z tyłu głowy świadomość, że zespół Asseco Resovii jest zbudowany w taki sposób, że nawet jak tym, co zaczną w szóstce nie idzie, to w każdej chwili to wszystko może się odwrócić. Trzeba być czujnym, bo z ławki chociażby Kuba Bucki zawsze może wejść i odmienić losy meczu w pojedynkę. Wiedzieliśmy, że musimy utrzymać koncentrację i chwała całemu zespołowi za to, że tak się właśnie stało. Tak naprawdę od samego początku do samego końca kontrolowaliśmy to spotkanie, byliśmy w nim. Bardzo się cieszymy z tych trzech punktów, bo myślę, że są naprawdę bardzo cenne.
PLUSLIGA.PL: Kontynuujecie ten maraton meczów ale tego zmęczenia, choćby podczas meczu w Rzeszowie nie było widać?
Jakby ktoś wszedł z nami do gabinetu fizjoterapeuty, to myślę, że można tam zobaczyć trochę krwi, że tak powiem (śmiech). Nie jest łatwo. Nawet ja jako zawodnik na pozycji libero, gdzie nie mam tego skakania jak inni chłopacy, to po ostatnim meczu w Olsztynie byłem wypruty. Myślę, że koledzy się czują tak samo, ale z drugiej strony wiedzieliśmy co nas czeka. Wiedzieliśmy, że jak zaczniemy sezon to tak naprawdę co trzy, cztery dni cały czas będziemy grali. Mamy rozegrane dwa, czy trzy mecze więcej od niektórych zespołów w lidze. Natomiast to wszystko po to, żeby w grudniu spić śmietankę i pojechać na Klubowe Mistrzostwa Świata i mieć szansę wygrać jakiś medal, jakiś trofeum. Sądzę że trzeba szukać pozytywów tego wszystkiego.
PLUSLIGA.PL: Wasz terminarz meczów jest szalony, bo już 6 grudnia zakończycie I rundę...
Tak naprawdę trzynaście meczów zagramy w nieco ponad miesiąc. Mamy tych spotkań rozegranych więcej i na pewno jest to wymagające. Na pewno też musimy dbać o swoje zdrowie i o regenerację. Jest to trochę co innego niż miało miejsce chociażby w zeszłym sezonie. Ktoś płaci za to pieniądze, kibice przychodzą na mecze, zapełniają się hale jak przyjeżdżamy. Po to każdy z nas uprawia tę dyscyplinę, czy w ogóle jest sportowcem, żeby właśnie takie chwile przeżywać. Wiadomo, że są trudny tego wszystkiego, ale myślę, że plusów jest zdecydowanie więcej.
PLUSLIGA.PL: Pamięta pan kiedy ostatni raz przegrał mecz z Asseco Resovią?
Po meczu z Jurkiem Gładyrem siedzieliśmy pod siatką i wymieniliśmy zdanie na ten temat. Nie wiem, wydaje mi się, że to mógł być 2019 rok. Czyli jeżeli dobrze pamiętam to tak naprawdę minęło 6 i pół roku od tych ostatnich przegranych spotkań z Asseco Resovią. Mam też natomiast z tyłu głowy te spotkania, które rozegraliśmy bodajże dwa lata temu w play-offach w Jastrzębiu. Tak naprawdę Asseco Resovia już nas tam prawie dobiła, ale ostatecznie się odrodziliśmy. Jest to zespół, którego zawsze trzeba się obawiać, bo mnóstwo jakości jest po ich stronie.

