Jakub Popiwczak: Przypomina mi to trochę mundial w piłce nożnej
Dla libero reprezentacji Polski i Aluronu CMC Warty Zawiercie – Jakuba Popiwczaka mistrzostwa świata na Filipinach są drugimi w karierze, ale szczególnymi, bo pierwszymi w roli gracza z podstawowej szóstki. – Ta cała otoczka mistrzostw świata i tyle zespołów w jednym miejscu robi na mnie wrażenie – mówi Jakub Popiwczak.
Były już libero JSW Jastrzębskiego Węgla, a obecnie Aluronu CMC Warty Zawiercie przez kilka ostatnich sezonów pełnił rolę drugiego libero, ale cierpliwie czekał na swoją szansę.
- Bycie pierwszym libero reprezentacji Polski to jest wielka rzecz. Przecież całe życie o tym marzyłem, całe życie pracowałem na to, żeby przeżywać takie chwile jakie przeżywam tutaj na Filipinach, czyli być w kadrze, reprezentować Polskę, walczyć o najwyższe cele. Także to jest idealna sytuacja – mówi Popiwczak, a na pytanie, czy teraz w końcu może rozwinąć skrzydła bez chwili zastanowienia dodaje.
- Ja raczej jestem taki, że dla mnie ta szklanka zawsze jest do połowy pełna, także ja zawsze w życiu, staram się wyciągać te dobre momenty. Nawet jak jeździłem na turnieje i byłem tym drugim wyborem trenera, to zawsze potrafiłem docenić to, że jestem w reprezentacji, że mam wkład w pracę tej grupy itd. Teraz trochę moja rola się zmieniła, ale moje nastawienie i ta radość w środku są na podobnym poziomie – podkreśla Popiwczak.
Jak libero reprezentacji Polski radzi sobie z presją na mistrzostwach świata na Filipinach?
- Myślę, że wielu sportowców trochę inaczej do tego podchodzi, natomiast dla mnie taka presja i ciśnienie to jest taki chleb powszedni. Trzeba się nauczyć z tym żyć, będąc w zawodowym sporcie na najwyższym poziomie i każdy to na swój sposób przeżywa oraz ma swoje sposoby, żeby sobie z tym radzić. Trzeba się po prostu do tego zaadoptować, a im szybciej tym lepiej. Wiadomo, że jak człowiek zagra więcej tych dużych meczów, ważnych meczów, czy to w klubie, czy w reprezentacji, to jest bliżej tego optymalnego poziomu. Także czuję stres, radzę sobie z nim najlepiej jak potrafię, a przynajmniej się staram. Wiadomo, że takie mecze jak tutaj i granie na mistrzostwach świata to są troszkę nowe emocje, ale mam powiedzmy jakieś sprawdzone rozwiązania i wypracowane rutyny – mówi Popiwczak.

Na mistrzostwach świata na Filipinach do tej pory nie brakowało sensacyjnych rozstrzygnięć, a które z nich było największą niespodzianką dla libero polskiego zespołu?
- Ciężko wskazać na jeden wynik, bo myślę, że to trio, czyli Japonia, Francja i Brazylia, to nikt by się tego nie spodziewał przed turniejem, że chociażby jeden z tych zespołów odpadnie, a co dopiero, że trzy. Natomiast przypomina mi to trochę mundial w piłce nożnej, gdzie ta faza grupowa zazwyczaj charakteryzuje się tym, że jeden z wielkich faworytów jedzie do domu, a każdy mecz, to są ogromne emocje – mówi Popiwczak.
- Mam wrażenie, że przy tym poprzednim systemie, który był na siatkarskich mistrzostwach świata po raz ostatni w 2018 roku, było tak, że grało się tam fazę grupową, później następną fazę grupową i jeszcze jedną fazę grupową i tak naprawdę na przestrzeni tych dziesięciu meczów, to jednak te najlepsze zespoły faktycznie wchodziły do półfinałów. Tutaj na Filipinach Brazylia potknęła się raz w grupie i już jej nie ma w turnieju. To pokazuje, że trzeba być w każdej chwili skoncentrowanym. Myślę, że dla kibiców to jest fenomenalna rzecz, ale dla Brazylijczyków, z którymi chociaż przed chwilą się spotkałem na obiedzie, trochę gorsza. Taki jest jednak urok sportu – kontynuuje Popiwczak, a na pytanie czy to jest dobre dla siatkówki, że szersza grupa zespołów niż w poprzednich latach będzie mogła znaleźć się w czołowej ósemce, czy potem w fazie finałowej, odpowiada.
- Uważam, że siatkówka potrzebuje czegoś takiego, natomiast wiadomo, że to zawsze odbija się kosztem tych mocnych zespołów. Na szczęście my w tym momencie jesteśmy w grze i cały czas mamy się dobrze, ale wiadomo, że na ogół wszyscy trzymają kciuki za tego „underdoga”, więc my jesteśmy na tej gorszej pozycji dla większości kibiców na świecie.
- Akurat mieszkam w jednym pokoju z Marcinem Komendą i obaj jesteśmy kibicami piłkarskimi. Dlatego najczęstszy cytat, który się u nas w pokoju przez te ostatnie dni pojawia to, że na świecie, czy w Europie, nie ma już słabych drużyn – śmieje się Popiwczak.
Czy patrząc na to, jak potencjalni najwięksi rywale w walce o medale odpadają z rywalizacji, Polacy widzą coraz większe szanse na końcowy sukces na Filipinach?
- Ja bym powiedział tak, że my mamy ułatwione zadanie, bo my od samego początku jadąc na ten turniej celujemy w medale, w fazę finałową i nie jest ważne, kto tam po drodze odpada. My chcemy po prostu zagrać w finale i zdobyć złoty medal. Myślimy o tym, żeby każdego kolejnego przeciwnika przechodzić, wygrywać i dojść do tego najważniejszego meczu, który odbędzie się bodajże 28 września w niedzielę. Nie musimy więc specjalnie zaprzątać sobie głowy innymi zespołami i nie ma to dla nas znaczenia, bo po prostu chcemy wygrywać każdy mecz i to nam przyświeca, czyli przede wszystkim nasza gra – wyjaśnia Jakub Popiwczak.

Jak libero polskiego zespołu odczuwa atmosferę, jaka panuje na mistrzostwach świata i specyfikę tego turnieju?
- Tak naprawdę to jestem już drugi raz na mistrzostwach świata, ale pierwsze były w Polsce, więc to też trochę inaczej wyglądało niż tutaj. Na pewno robi wrażenie ta cała otoczka, tyle zespołów w jednym miejscu i wszystkie w jednym hotelu. Spotyka się tylu ludzi, z którymi się grało, czy to przeciwko, czy w jednym klubie. Jest wiele znajomych twarzy, więc to jest na pewno fajne uczucie, ale trochę inne niż takie nasze profesjonalne funkcjonowanie w klubie, gdzie wszystko jest poukładane i wszystko mamy pod siebie, poczynają od hali. Trenujemy w takich godzinach, jakie mamy wcześniej ustalone, a tutaj na MŚ wszystko jest takie w biegu, ale takie są właśnie uroki tych wielkich turniejów. Jeszcze jedna rzecz rzuca się w oczy, że nawet same treningi w klubie wyglądają tak, że stricte przygotowujemy się pod jakiś konkretny mecz już z wyprzedzeniem, a tutaj co dwa dni trenujesz trochę z doskoku, więc to całkowicie inaczej wygląda – opisuje Popiwczak.
Czy Polacy są gotowi na to, że od fazy pucharowej nie ma już marginesu błędu, presja będzie coraz większa, ale jednocześnie są na tyle utytułowaną drużyną, że tego ciśnienia się nie obawiają?
- To jest trochę niebezpiecznie powiedzieć przed meczem, że tak, bo później jak coś pójdzie nie po naszej myśli, no to ktoś wyciągnie nam takie słowa. Natomiast już z doświadczenia wiem, że zazwyczaj jak przychodzą te ważne mecze, to gra się, mam wrażenie, łatwiej, bo nie trzeba się jakoś specjalnie motywować. To samo przychodzi, przychodzi ta adrenalina, przychodzą te emocje i człowiek jest po prostu niesiony tym wszystkim od środka, więc tak, wierzę, że będzie dobrze i będziemy najlepsi od tego momentu – kończy libero Aluronu CMC Warty Zawiercie, Jakub Popiwczak.

Powrót do listy


