Arthur Szwarc: Grając na ataku bardziej czuję, że gram w siatkówkę
30-letni Arthur Szwarc mimo że urodził się w Toronto i wychował w Kanadzie, to ma polskie korzenie, swobodnie mówi po polsku i jak sam mówi, bardzo chciał w końcu zagrać w Olsztynie. Czy atakujący reprezentacji Kanady z imponującymi warunkami fizycznymi (207 cm wzrostu), który początkowo grał jako środkowy, będzie czołowym graczem PlusLigi?
PLUSLIGA.PL: Nie grał pan w tym roku w Lidze Narodów. Co pan teraz porabia i czy będzie uczestniczył od początku przygotowań Indykpolu AZS Olsztyn do sezonu?
Artur Szwarc (kanadyjski atakujący Indykpolu AZS Olsztyn): Aktualnie jestem na zgrupowaniu reprezentacji Kanady przygotowującej się do MŚ na Filipinach i mam dużą nadzieję, że może załapię się do drużyny na ten turniej. Myślę, że to się wyjaśni już w niedługim czasie.

PLUSLIGA.PL: To że nie grał pan w VNL było uzgodnione z trenerem reprezentacji?
Bardzo potrzebowałem wakacji i po raz pierwszy od wielu lat miałem taką możliwość, bo dostałem na to pozwolenie. Teraz jednak wróciłem już do drużyny narodowej, z czego bardzo się cieszę i zobaczymy jak będą wyglądały następne tygodnie. Każdy mówi, że trzeba grać dobrze, żeby pojechać na mistrzostwa i ja też staram się to robić.
PLUSLIGA.PL: Po ogłoszeniu pana transferu do Olsztyna podkreślał pan, że bardzo cieszy się na grę w Polsce i to właśnie w tym klubie, bo ma pan w tym regionie rodzinę. Dlaczego pana debiut w PlusLidze nastąpił dopiero teraz, po sześciu sezonach spędzonych w lidze włoskiej, a wcześniej dwóch we Francji?
Dużo rzeczy działo się w tym temacie, ale faktycznie zawsze moim marzeniem było, żeby zagrać w Polsce. Klub z Olsztyna dopytywał się o mnie jeszcze wtedy jak grałem na pozycji środkowego. Dla mnie ważne jest to, że mam blisko Olsztyna dużo członków rodziny, bo nie tylko dziadków, którzy mieszkają niedaleko, ale też kuzynów, którzy mieszkają w Olsztynie. Dla mnie to jest ogromne przeżycie i radość, żeby zagrać w Polsce, żeby każdy z rodziny mógł zobaczyć moją grę. Myślę, że było mi po prostu pisane, żeby w końcu zagrać w Olsztynie, skoro tak blisko tego miasta pochodzi moja rodzina ze strony mamy. Dzięki temu to była łatwiejsza decyzja. W całej Polsce mam zresztą rodzinę, bp np. kuzynów w Warszawie i jak będziemy tam grać to na pewno będę potrzebował więcej biletów. Z kolei rodzina ze strony taty mieszka bliżej Kielc. Myślę, że na większości moich meczów w PlusLidze ktoś ode mnie z rodziny będzie na trybunach, a to będzie wyjątkowe.

PLUSLIGA.PL: Czy dopiero w tym roku dostał pan z klubu na tyle konkretną ofertę, że ją zaakceptował?
Oferty pojawiały się już wcześniej, ale były inne ograniczenia, jak np. dłuższy kontrakt we Włoszech. Ostatnio miałem podpisany dwuletni kontrakt z Monzą, więc nie mogłem wcześniej przyjść do Polski. W tym roku pojawiła się też opcja, żebym pojechał do Korei. Wolałem jednak grać w Polsce, bo uważam, że to jest dla mnie taka duża szansa. Później mógłbym żałować, że wcześniej tu nie zagrałem, więc wolałem już teraz spróbować, zobaczyć i pokazać się z jak najlepszej strony.
PLUSLIGA.PL: W najbliższym sezonie w PlusLidze zobaczymy więcej Kanadyjczyków, zwłaszcza środkowych, w tym dwóch w Lublinie [Fynnian McCarthy i Daenan Gyimah – przyp. red.] i jednego w Rzeszowie [Danny Demyanenko – przyp. red.]. Polska jest dla was coraz atrakcyjniejszym kierunkiem?
Zdecydowanie. Rozmawiałem o tym ostatnio z Fynnianem McCarthym, który grał w Lublinie i wygrał z klubem mistrzostwo Polski. Fynnian opowiadał mi same dobre rzeczy o klubie i Polsce. Był pod wrażeniem, że w drużynie wszyscy są jak bracia i trzymają się ze sobą nawet poza boiskiem. Każdy lubi przebywać w Polsce i żyć w tym kraju na co dzień. Od każdego, który grał już w PlusLidze, albo wciąż tam gra, słyszałem same dobre opinie. Myślę też, że teraz życie w Polsce przyciąga wielu obcokrajowców, bo oni wiedzą, że tu jest spokojnie. Jest też bardzo dobre jedzenie i ogólnie wszystko jest fajne. Żyje się tu inaczej niż we Włoszech, czy jak jedzie się do Japonii. Słyszałem od każdego tylko dobre słowa o PlusLidze i Polsce. Zgadzam się z tymi opiniami, bo sam znam dobrze Polskę. Ten kraj jest dla mnie jak drugi dom.
PLUSLIGA.PL: Przez ostatnie lata był pan na bieżąco z tym co dzieje się w PlusLidze; śledził te rozgrywki i oglądał mecze?
Trochę tak. Oglądałem przede wszystkim mecze play-off. Miałem kilku kolegów, którzy grali w Warszawie, wcześniej w Gdańsku, więc trochę śledziłem ich mecze. Intrygowało mnie też to, co każdy podkreślał, jakie to są intensywne rozgrywki, jak trudno się gra, że jest bardzo dużo meczów i sporo gry. Wiem, że w tym roku będzie już trochę inaczej, bo drużyn będzie 14 a nie 16. Dla mnie to nie jest jakaś całkowita nowość i myślę, że gra w PlusLidze nie będzie dla mnie jakąś zagadką. Na pewno technicznie może to być bardzo szybka gra, ale ja lubię tak grać. Wiem też, że każdy tu lubi pokazać się z jak najlepszej strony. W moim przypadku również tak będzie.
PLUSLIGA.PL: Dodatkowym atutem gry w PlusLidze jest ogromna popularność, jaką siatkówka cieszy się w Polsce?
Na pewno Polska ma najlepszych kibiców na świecie, najgłośniejszych i najliczniejszych na meczach. Oni są dosłownie zawsze i wszędzie. Nie mogę się tego doczekać, żeby dla nich grać i widzieć, jak wiele osób tutaj lubi, czy wręcz kocha siatkówkę.

PLUSLIGA.PL: Jak ocenia pan siłę drużyny z Olsztyna, w której zaszło sporo zmian w składzie, zwłaszcza na rozegraniu. Na co będzie stać ten zespół?
W naszych rękach będzie to jak będziemy grali, a na pewno stać jest nas na awans do fazy play-off. Jesteśmy młodą drużyną. Niemiecki rozgrywający - Johannes Tille, który do nas przyszedł, powinien wnieść do zespołu dużo doświadczenia. Byłem już w przeszłości kilka razy w takich drużynach, że dla wielu ludzi były one mniej znane i przed sezonem niedoceniane, ale jak gra się dobrze w siatkówkę, to wszystko się może wydarzyć. Nawet te najlepsze drużyny w lidze można wtedy pokonać, albo przynajmniej mocno się im postawić. Myślę, że do fazy play-off spokojnie się możemy załapać. Najważniejsze będzie dla nas, żeby sprawdzić, jak możemy razem grać. Nie chodzi o to, żeby każdy próbował robić coś na własna rękę, bo siatkówce tak to nie działa. Tutaj jest ważne, żeby razem dobrze pracować i wspólnie chcieć wygrywać. Myślę, że mamy zespół, w którym w meczach może być sporo rotacji, ale najważniejsze jest, żeby złapać ten nasz styl i rytm gry możliwie jak najwcześniej.
PLUSLIGA.PL: W zespole Indykpolu AZS Olsztyn na pozycji atakującego jest jeszcze bardzo doświadczony Jan Hadrava, już legenda klubu. Zapowiada się więc rywalizacja o miejsce w składzie?
Są zawodnicy, którzy nie lubią takich sytuacji, żeby mieć dwóch dobrych graczy na jednej pozycji, a są też tacy, którzy potrafią z tego korzystać. Najważniejsze dla mnie jest, żeby zespół grał dobrze i wygrywał. Natomiast kto będzie grał i w jakim wymiarze, to już trener będzie decydował. Dla mnie to nie jest problem. Najważniejsze jest, żebym pomagał drużynie. Jak każdy będzie dobrze trenował i walczył o miejsce w składzie, to też będzie dobre dla całej drużyny, bo każdy będzie grał lepiej. Znam Jana Hadravę i wiem jak on gra. Jest wiele takich sytuacji w trakcie meczów, że można dokonywać podwójnych zmian i wykorzystywać potencjał swoich atakujących. Myślę, że z nami może być dużo opcji zmian. Poza tym jak któryś z nas będzie miał słabszy dzień, to drugi może wejść i dać bardzo zmianę. Natomiast ja ogólnie lubię taką presję, że mam konkurencję na pozycji w zespole, bo wtedy wiem, że będę grał tylko, jak będę się dobrze spisywał.

PLUSLIGA.PL: Jak wykorzystał pan tegoroczne wakacje, których tak bardzo potrzebował? Był pan w rozjazdach, na wczasach, czy głównie w domu z rodziną?
Akurat nie za dużo siedziałem w domu. Byłem w Norwegii, Szwecji, Szwajcarii, na weselu we Włoszech, ale też na weselu w Polsce, bo mój kuzyn brał akurat ślub. Był czas, żeby spotkać się z całą rodziną, ale ogólnie w domu za dużo nie siedziałem. W Kanadzie byłem bardziej przy mamie, a potem wszędzie mnie nosiło. Najważniejsze jest to, że miałem w końcu taki fizyczny, ale też mentalny odpoczynek, przerwę w grze i teraz z szerokim uśmiechem wróciłem do siatkówki.
PLUSLIGA.PL: Poczuł pan już głód gry?
Tak. Dwa miesiące temu już to poczułem i to było dla mnie bardzo ważne. Już nie czuję tylko, że to jest przede wszystkim moja praca, tylko odczuwam też większą radość z siatkówki.

PLUSLIGA.PL: Za panem bardzo ciężki sezon we Włoszech w Monzy, która jeszcze rok temu była rewelacją grając w finale Pucharu Włoch i finale ligi, a teraz borykała się z ogromnymi problemami i do końca walczyła o utrzymanie. Jak to wyglądało z pana perspektywy?
Mieliśmy dużo problemów mentalnych w drużynie. Zmian kadrowych oczywiście było sporo, ale w klubie wszyscy mówili, że skoro w zeszłym roku graliśmy tak dobrze, to teraz też tak powinno być. Mieliśmy jednak całkowicie inną drużynę do dyspozycji, ale problem był bardziej mentalny – nie chodziło tylko o kłopoty fizyczne i zdrowotne, bo w każdej drużynie coś takiego się dzieje. Bardziej u nas było widać, że było zmęczenie mentalne wielu zawodników. Jak będąc w takim dołku przegrywasz mecz za meczem, to potem coraz trudniej jest z tego wszystkiego wyjść. Myślę, że bardzo ważne było, żeby na końcu nie spaść z ligi i cieszę się, że udało nam się utrzymać. Przez te wszystkie problemy, które mieliśmy w trakcie sezonu, chciałem właśnie mieć w końcu wakacje, żeby wreszcie na chwilę odpocząć od siatkówki. Przez ostatnich 8-9 lat grałem w siatkówkę praktycznie cały rok, i wiem, że nie byłem sam z takimi myślami. W pewnym momencie mieliśmy taki problem w zespole, że bardziej myśleliśmy o wakacjach niż o sezonie ligowym, a to był pierwszy, podstawowy błąd.

PLUSLIGA.PL: Środkowy reprezentacji USA – Taylor Averill po sezonie spędzonym w Monzy mówił nawet, że boryka się z depresją. To też pokazuje skalę problemów, jakie mieliście w klubie?
Każdy to przeżywał na swój sposób i miał też swoje problemy. Mieliśmy na pewno dużo rotacji w składzie. Bodajże aż 4-5 zawodników, którzy mieli grać, odniosło kontuzje, więc od początku to nie była ta drużyna, która miała wstępnie grać. Taylor Averill też miał problemy fizyczne; w zasadzie każdy w drużynie coś miał, a to nie pomaga, jak w zespole nie grają liderzy i ci, którzy mieli odgrywać role pierwszoplanowe tylko trzeba się ratować grą młodych zawodników. Dlatego tak to wszystko wyglądało.
PLUSLIGA.PL: Gra w lidze włoskiej, w której spędził pan aż sześć sezonów, zahartowała pana i dobrze przygotowała do gry w PlusLidze?
Ja się już nie mogę doczekać debiutu w PlusLidze. Myśl o grze w Polsce od razu wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Wiem o tym, że te wakacje, odpoczynek od siatkówki, to wszystko bardzo mi teraz pomogło. Jak jest za duże obciążenie organizmu i głowy, to traktujesz to wszystko bardziej jako pracę, którą trzeba wykonać, a nie jak pasję i przyjemność; nie czujesz radości z uprawiania ukochanej dyscypliny sportu. Teraz jak zacząłem już chodzić na treningi, to cały czas się uśmiecham i jestem w pogodnym nastroju. Dla mnie jest bardzo ważne, żeby wrócić z powrotem do formy, no i grać swoją najlepszą siatkówkę. Zawsze istotne było dla mnie, żeby mocno wierzyć w siebie i w swoje możliwości. Teraz jestem faktycznie już głodny gry. Bardzo dobrze mi idzie na razie na treningach i jak tak dalej pójdzie, to w Polsce też będę cały czas szedł do przodu. Jestem mocno nastawiony na grę w PlusLidze i już nie mogę się doczekać pierwszych meczów. Takie mam teraz myślenie i podejście.

PLUSLIGA.PL: Jak w pana przypadku doszło do zmiany pozycji ze środkowego na atakującego? Czy to był pomysł trenera klubowego lub reprezentacyjnego?
Raczej nikt mi tego wprost nie zasugerował. Dla mnie był to taki bardziej wewnętrzny impuls. Ja naprawdę kocham grać w siatkówkę, ale grając na środku bardziej czułem, że skakałem niż grałem. Grając jako środkowy jesteś w grze praktycznie tylko połowę meczu, a połowę siedzisz na ławce. Dużo myślałem o tym i zastanawiałem się, żeby spróbować gry na ataku. Był taki jeden sezon we Włoszech, chyba mój przedostatni w Cisternie, że nasz podstawowy atakujący miał problemy, a drugi nie był jeszcze na tyle dobry, żeby grać w wyjściowym składzie. Wtedy byłem testowany do gry w ataku, pierwszy mecz zagrałem bodajże z Perugią i od razu nieźle mi szło. Czułem też taką wewnętrzną potrzebę, że skoro pojawiła się szansa, to muszę podjąć ryzyko i spróbować grać na ataku, żeby wiedzieć jak to jest. Okazało się, że to jest właśnie najlepsza pozycja dla mnie, na której świetnie się czuję i grając na ataku wiem, że naprawdę gram w siatkówkę.
PLUSLIGA.PL: Interesuje się pan innymi sportami, jak hokej czy koszykówka, które są bardzo popularne w Kanadzie, a może ma zupełnie inne pasje?
Jestem bardzo spokojną osobą. Dużo gram na gitarze, lubię grać i to jest bardziej taka moja pasja. Jak mam tylko możliwość pogrania w domu, czy jak chcę się zrelaksować, to gram. Na razie tak bardziej spokojnie spędzam czas. Lubię wyjść z tatą czy siostrą na ryby; dla mnie ważne jest, żeby spędzić czas z rodziną i robić coś wspólnie. Bardzo lubię naturę, ogniska, kempingi – to jest bardzo popularne w Kanadzie. Robię więc bardzo spokojne rzeczy. Pochodzę z Toronto, z dużego miasta, więc jak tylko jest szansa, żeby spędzić czas gdzieś poza miastem, gdzie jest natura, to zawsze to robiliśmy z rodziną.

PLUSLIGA.PL: Stawia pan sobie jakiś indywidualny cel do osiągnięcia w pierwszym sezonie w PlusLidze?
Ważne będzie dla mnie, żeby awansować z zespołem do fazy play-off. To będzie też mój indywidualny cel. Na pewno będę chciał grać w tym sezonie lepiej niż ostatnio we Włoszech i jestem na dobrej drodze, żeby tak było. Myślę, że jak całą drużyną w Olsztynie złapiemy taki nasz dobry rytm gry, to może nawet będziemy mogli skończyć rozgrywki w pierwszej czwórce, kto wie? Mam świadomość, jak wyrównana jest rywalizacja w PlusLidze i jak wiele jest tutaj dobrych zespołów. W poprzednich latach było już jednak kilka drużyn, które miały wygrywać tytuły i nie wygrywały. Będziemy chcieli zbudować jak najlepszą chemię w zespole, złapać fajny rytm, poczuć nasz styl i wtedy wszystko się może zdarzyć.

Powrót do listy


